Przejdź do głównej zawartości

Jak i kiedy czytać dzieciom?

Dziś z okazji urodzin mojej pociechy postanowiłam poruszyć temat okołoksiążkowy. Jaki jest stan czytelnictwa w Polsce większość z nas wie, niektórzy mają również opinie na temat powodów tego stanu. Podzielę się z Wami moimi przemyśleniami. Zapraszam również do dyskusji:)

 Według mnie kampanie promujące czytelnictwo nie odnoszą zamierzonego efektu. Nie dlatego, że są słabe czy niepotrzebne. Po prostu ciężko jest ludzi zachęcić do czegoś, co przeważnie nie tyle z niczym przyjemnym się im nie kojarzy, co właśnie kojarzy się źle. Z przymusem czytania lektur szkolnych (żeby nie powiedzieć streszczeń). Jeśli czytanie ich nudzi, nie ciekawi, być może wynika to głównie z negatywnego nastawienia. No cóż, mnie też żadna kampania nie zachęciłaby do czytania na temat na przykład pierwotniaków. Co można by zrobić, żeby zmienić nastawienie do czytania?
  
 
Czym skorupka za młodu, czyli czego Jaś się nie nauczy...
Zacząć przed lekturami. Przed szkołą, przymusem czytania być może czegoś, co dziecko nie interesuje i wtedy, kiedy jeszcze czyta mu się ciężko, sprawia mu to problemy (witamy w ciągle reformowanej szkole). Jeśli pokażemy dzieciom, że czytanie to przyjemność, wspólne odkrywanie świata to według mnie jest szansa, że nastawienie do czytania w ogóle będzie u takiego dziecka lepsze. To my możemy wybrać interesujące dziecko książeczki i to my mamy szanse zapaść dziecku w pamięci jako osoba, z którą fajnie jest spędzić czas. Po prostu zostać częścią przyjemnych wspomnień z dzieciństwa. Kusząca perspektywa, prawda?

A więc jak i kiedy czytać dzieciom?
Generalnie rzecz ujmując to zależy od dziecka. Z każdym rozwijającym się w normie 3latkiem można już przynajmniej oglądać obrazki i je nazywać. Dobrze wybrać sobie jakąś porę, dziecko lubi regularność i szybko czytanie wejdzie Wam obojgu w nawyk. My czytamy przed snem. I to wcale nie musi być pół godziny z zegarkiem w ręku. Zwłaszcza z młodszymi dziećmi ten czas musi być krótszy. 

Nic na siłę.
Jeśli maluch nie ma najmniejszej ochoty słuchać bajki czy oglądać książeczki, to znaczy że trzeba odpuścić -  na tydzień, miesiąc, 3 miesiące. Nie może to być takie dociskane " teraz córeczko mamusia cię będzie nastawiać odpowiednio do czytelnictwa. Siadaj mi tu i słuchaj mnie. Ok, nastawiam minutnik na 30 minut i zaczynamy" :P 

Dlaczego przekonuję przekonanych? 
Wiem, że czytacie książki, będziecie je czytać lub już czytacie swoim dzieciom. Moim celem jest zachęcenie Was to przekonania waszych koleżanek, sióstr braci czy szwagierek, żeby czytały swoim maluchom, czytajcie rodzeństwu czy dzieciom z którymi zdarza się wam spędzać czas. Kupujcie dzieciom w swoim otoczeniu książki. Przecież wiemy, że to najlepszy prezent:D  Zacznijmy szerzenie czytelnictwa od samego dołu naszej piramidy społecznej. Może wtedy kampanie społeczne w przyszłości nie będą już potrzebne, czego sobie i Wam życzę. 

Macie jakieś inne pomysły na to kiedy i jak czytać dzieciom? 

Komentarze

  1. Z moim dzieciństwem kojarzy mi się książka „Bajarka opowiada”. Śliczne ilustracje, mądre historie z morałem. Nadal uwielbiam ją czytać. I uważam, że mimo upływu lat od jej wydania, nadal nadaje się dla dzieci. Pozdrawiam! :)

    www.majuskula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie kupię dla córy. Mi rodzice nie czytali więc pierwsze wspomnienie to lektury szkolne na jagody czy Plastusiowy pamiętnik.

      Usuń
  2. Mi moi rodzice nie czytali książek więc swoją przygodę z czytaniem zaczęłam dopiero w podstawówce. Myślę jednak, że wszystko należy wprowadzać stopniowo i jeżeli dziecko się interesuje, to można brnąć dalej. Nic jednak na siłę, zabawki też są ważne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś w tym jest, co prawda rodzice szczególnie książek mi nie czytali, ale gdy już sama umiałam czytać, robiłam to często, a było to jeszcze przed szkołą ;) A gdy już do niej poszłam pierwsze co wypożyczyła mi bibliotekarka to "Na jagody", co zupełnie mi się nie podobało i gdyby było to moją pierwszą książką w życiu, pewnie czytanie rzuciłabym w kąt :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jestem żywym dowodem na to, że niekoniecznie trzeba dziecku wpajać miłość do słowa pisanego. U mnie w domu nikt nie lubi czytać. Ba! Nawet czytanie programu telewizyjnego to dla nich duże wyzwanie:) A mimo to kilka lat temu sama pod wpływem impulsu skusiłam się na sagę Zmierzch i od tamtej pory namiętnie pochłaniam książki. Dlatego nie zamierzam zmuszać swoje dzieci do czytania, jeśli nie wyrażają zainteresowania bajeczkami, które im podsuwam. Na wszystko przyjdzie czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w domu również nie czytają. Jednak jestem zdania że dzisiejsza rzeczywistość na tyle różni się od tej sprzed kilkunastu lat, że dzieci same raczej mogą wybrać tablet niż książkę;)

      Usuń
  5. Mi i moim braciom, rodzice czytali zawsze przed snem :) To był jedyny sposób żeby naszą trójkę uspokoić :) Ale tylko ja kocham czytanie, więc nie ma reguły. Dodam jeszcze że mimo że pochłaniałam po dwie książki tygodniowo (w szkole podstawowej) to z lekturami do końca mojej edukacji miałam problem :P
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwie książki tygodniowo w szkole podstawowej to całkiem niezły wynik:D

      Usuń
    2. Gorzej że na sprawdzianach z lektur oceny były słabe :P

      Usuń
    3. Co było a nie jest... ;p Ja cierpiałam w liceum pisząc wypracowania "pod klucz". Nie było miejsca na żadną własną myśl. Pamiętam jak nauczycielka wykreslila mi kilka zdań, które napisałam " od siebie" mówiąc, że "za to punktów nie dostaniesz".

      Usuń
    4. Ja całe szczęście nauczycieli miałam wyrozumiałych :D

      Usuń
  6. miałam taki sam elementarz:D
    ja mam nadzieję, że moje dzieci będą czytać książki, że nie wdadzą się w tatusia:P

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne pomysły. Podpisuję się pod tym, co napisałaś. Moja 18-miesięczna córeczka już wysłuchuje czytanych przeze mnie bajek i o dziwo - chętnie. To dobrze, bo jest szansa, że chociaż coś po mnie odziedziczy. Z wyglądu - wykapany tatuś, więc może chociaż pokocha książki (bo mój mąż za tym nie przepada :) ).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z wyglądu też wykapany tatuś;) moja córka zaczęła słuchać troszkę później, jednak chętnie oglądała książeczki. Jej biblioteczka to moja duma haha ;)

      Usuń
  8. Moja babcia dużo czyta, mama też, to teraz i na mnie to przeszło :) bardzo się ciesze, że i narzeczony nie stroni od książek i mam nadzieję, że nasze dziecko też będzie lubiło czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zawsze masz z kim porozmawiać o książkach;)

      Usuń
  9. Moim zdaniem zawsze i wszędzie - jeszcze nie spotkałam dziecka, które by tego nie lubiło. Obrazki w książkach natomiast to ja już z moją 5 miesięczną córeczką oglądam - są takie specjalne serie książeczek dla maluchów. Później można też uczyć samodzielnego czytania metodą globalną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja spotkałam dzieci, które za oglądaniem książeczek nie przepadały - nie potrafiły jeszcze skupić uwagi. Wszystko zależy od dziecka;) do nauki czytania polecam elementarz że zdjęcia ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Przeczytałeś/aś posta? Wyraź swoje zdanie na jego temat w komentarzu, będzie mi bardzo miło:)

Usuwam spam oraz treści obraźliwe.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Jarosław Wilk - Pan Wilk i tajemnice tajemnic [recenzja]

Pan Wilk tak jak i w poprzedniej części trylogii mieszka w Wilczkowie sam, kocha swoją córkę, nie stroni od dobrej kuchni, wina, kobiet i wypadów z kolegami. I tym razem nie zabraknie jego ciętego języka, ciekawych historii i kolejnych przedstawicielek płci pięknej. Czy cokolwiek uległo zatem zmianie? Zmienił się Wilk, więc tak naprawdę zmieniło się wszystko. 
Nie tak dawno miałam okazję podzielić się z Wami wrażeniami po lekturze książki Pan Wilk i kobiety, erotyka, który zrobił na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie. Bez wahania sięgnęłam po drugi tom serii, spodziewając się lektury bezproblemowej w odbiorze, o jasno określonej tematyce i nieskomplikowanym przebiegu.  Czy to dostałam? Mówiąc językiem Wilka, dałam się zrobić w... Sami wiecie co. I w ogóle tego nie żałuję.
Nie będę ani trochę oryginalna pisząc, że charakter drugiej części mocno mnie zaskoczył. O ile Wilk w poprzednim tomie niemal rzucał się na kolejne nieznajome, by zatapiając się w nich zapomnieć o tym, co go bo…

Wilkie Collins - Tajemnica mirtowego pokoju [recenzja]

Pierwsza połowa XIX wieku. Umierająca lady Treverton wymusza na swojej pokojówce napisanie listu, w którym przyznaje się mężowi do pewnej tajemnicy. Przed śmiercią zobowiązuje kobietę do dwóch rzeczy - nie wyniesie listu z zamku, ani go nie zniszczy, ponieważ wie, że w jej interesie byłoby właśnie takie działanie. Przerażona służąca ukrywa pismo w pokoju zwanym mirtowym, po czym ucieka z zamku przed wszelkimi pytaniami. Piętnaście lat po tych wydarzeniach córka Trevertonów, Rosamond, bierze cichy ślub z niewidomym szlachcicem Leonardem, który jest obecnym właścicielem jej rodzinnej posiadłości. Po życiowych zawirowaniach miało nie być na ich wspólnym niebie ani jednej zakłócającej harmonię chmurki. Nie mogli się spodziewać, że niedługo będą musieli stawić czoła burzy...
(...) - jak możesz wątpić, co się stanie potem? Czyż nie jestem kobietą? I czy nie zabroniono mi wchodzić do Pokoju Mirtowego? Lenny! Lenny! Czyżbyś tak mało znał połowę ludzkości, do której należę, aby nawet przez ch…

Bloglovin

Follow