Przejdź do głównej zawartości

Recenzja Driven, czyli jestem jakaś lewa

Autor: K. Bromberg
Tytuł: Driven
Wydawnictwo: Septem
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 374
Gatunek: literatura erotyczna

Kiedy zgadałyśmy się z Emilią na temat tej książki i poprosiłam ją o pożyczenie mi jej żartowałyśmy, że jeśli nie spodoba mi się erotyk który praktycznie podbił blogosferę, to coś ze mną jest nie tak. Cóż mogę powiedzieć - Emilka, miałaś rację! Jeszcze tylko wspomnę, że jest tu kilka małych spojlerów. No.To.Zaczynamy:D

Colton to kierowca wyścigowy mogący mieć każdą dziewczynę. Rylee pracuje w fundacji pomagającej opuszczonym dzieciom. Jest spokojną, poukładaną dziewczyną na którą jej przeszłość ma duży wpływ. On chce od niej seksu, ona chce czegoś więcej. Czy uda im się stworzyć związek?

 Powiem szczerze, że zapowiadało się całkiem całkiem. Mamy dziewczę, które zgrabnie nam popada w atak paniki zatrzaskując się w jakimś pomieszczeniu, zaciekawiając czytelnika. Mój  czytelniczy nos mówił mi, że zaraz przybędzie jakiś cud chłopak, żeby wybawić ją z opresji - #soromantic. To wrażenie "to może być fajna książka" towarzyszyło mi aż do strony dziewiątej, gdzie od ostrego ataku paniki przechodzimy od razu do ostrego ataku seksualnego napięcia z nieznajomym. Wiecie, jak umierają marzenia?
"-Masz szczęście, że nie zaciągnąłem cię z powrotem do tej komórki, w której cię znalazłem(...) Żeby cię zerżnąć i wyrzucić ze swojego życia. A potem ruszyć dalej."
Kurtyna.
 Już było po ptokach, ale czytałam dalej. Przejdźmy do bohaterów.

Colton to chłopak z metodą podrywu na gimnazjalistę.
"- Te słowa, o Boże - naśladuje mnie, przejeżdżając palcem po moim policzku. - Teraz już wiem, jak zabrzmisz, wypowiadając te słowa, gdy będę głęboko w tobie." - Tak, oni widzą się pierwszy raz. Ale zdążyli się już całkiem dobrze poznać.
Mimo tych wyszukanych słów i subtelnych podtekstów serwowanych przez praktycznie całą książkę nie jest to postać, którą ma się ochotę kopnąć w cztery litery. Ostatecznie chłopak chce seksu, nie kryje się z tym, nie zmienia zdania co pięć sekund, a że metody ma takie jakie ma - chłopcy kiedyś dorastają prawda? Przynajmniej w większości. Jak już przestanie zachowywać się jak szczeniak to będą z niego ludzie, parę scen z jego udziałem to potwierdza. Też ma jakąś swoją tajemnicę z przeszłości, która skrzywiła mu psychikę. Wątek adoptowanego chłopca z problemami emocjonalnymi gdzieś już był, ale to nie jest zarzut, tylko stwierdzenie faktu.

Za to Rylee, och ta dziewczyna a przy tym narratorka w tej powieści... Ona rozwala system. Najpierw się całuje, a potem zarzuca że ją chłopak wykorzystał i ona wcale taka nie jest! Nie! Ona nie jest jak inne dziewczęta wskakujące mu do łóżka, absolutnie nie zamierza mu się oddać. Trwa w tym zacnym postanowieniu... około dwa tygodnie niezbyt intensywnej znajomości, przy czym taki pikuś jak krępowanie rąk i zasłanianie oczu podczas stosunku z praktycznie nieznajomym facetem to już nie wart wspominania. Nie chodzi mi o fakt, że był seks (W erotyku? Seks? Jestem w szoku!) Chodzi mi o to, że kreowała się na taką niedostępną, taką, która mu odmówi bo ona nie jest jak te jego ślicznotki i tym go chyba zdobędzie w zamyśle. A wyszła z tego dupa blada. Do tego to ciągłe zmienianie zdania, wysyłanie sprzecznych sygnałów, co pięć sekund zapominanie o oddychaniu w jego przytłaczającej obecności bo jest taki dominujący... Też znam to uczucie, kiedy feromony odbierają zdolność racjonalnego myślenia ale wszystko ma swoje granice. Podobnie jak moja odporność psychiczna w momencie zagrzewania do boju jakiejś wewnętrznej dziwki czy mówienie o rozpalaniu wewnętrznej benzyny. Ilość fejspalmów i uderzeń książką w czoło (spoko Emi, nie uszkodziłam:P) przekroczyła chyba wszelkie moje dotychczasowe doświadczenia. Kiedy już, już było całkiem spoko i nakręcałam się trochę (tak, były dobre momenty, oni czasem również rozmawiali), to za chwilę któreś walnęło takim tekstem, że cycki mi opadały.

Żeby nie było, że książka jest absolutnym złem - nie jest. Warsztat autorki jest w porządku, poza głównymi bohaterami coś tam jeszcze w tej historii istnieje. Powiem więcej, wątek pracy Rylee i chłopców którymi się opiekowała bardzo przypadł mi do gustu. Dodatkowo akcja nie opiera się tylko na sypialni - więcej gadają o tych seksach, niż ich rzeczywiście mają. Całkiem sprytnie zostały zasygnalizowane kolejne postaci na następne części serii. Nawet jednego wątku jestem ciekawa, mianowicie znajomości Rylee z siostrą Coltona, jednak raczej  nie dowiem się, jak ich znajomość się rozwinęła.

Wszystko jest dla ludzi, ale nie każdy ludź będzie do wszystkiego - tymi słowami kończę tego posta jak i moją przygodę z erotykami, przynajmniej na jakiś czas.

Komentarze

  1. Masz rację. Wszystko jest dla ludzi, ale nie każdy ludź będzie do wszystkiego :) Ja osobiście bardzo lubię erotyki, dlatego chętnie poznam twórczość K. Bromberg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że to ze mną jest coś nie tak na linii książka-czytelnik, także duże szanse że Ci się spodoba ;)

      Usuń
  2. Mnie się podobała seria i to bardzo :) ale każde zdanie szanuję ;) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również szanuje zdanie tych, którym książka i seria się podoba ;)

      Usuń
  3. A dla mnie ta cała seria jest jedną z lepszych, erotycznych, jaką czytałam. Szkoda, że Tobie nie podeszła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda nie szkoda, po prostu będę czytać co innego ;)

      Usuń
  4. Ja tam nie lubię erotyków, ale kwestia gustu oczywiście, jak ze wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już myślałam, że ze mną jest cos nie tak, bo nie lubię Driven. Miło znaleźć osobę, która myśli podobnie.

    Pozdrawiam, Katia

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja erotyki lubię od czasu do czasu ;) A i tak zakochana jestem w Wilku! Znaczy się w jego książkach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że mi polecalas ostatnio, może kiedyś dam mu szansę, ale na teraz mówię pas ;)

      Usuń
  7. Ja i literatura erotyczna to dwie różne bajki i podejrzewam, że moje odczucia byłby dokładnie takie same jak Twoje :D A Rylee to chyba bym za włosy z książki wywaliła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bosze, ona była po prostu niesamowita w takim najbardziej niesamowitym znaczeniu, nie mogłam z nią wytrzymać ;p

      Usuń
  8. Lubię erotyki od czasu do czasu, więc chętnie przeczytam. Wszystko zależy od gustu. ^^
    Pozdrawiam,
    Biblioteka Tajemnic

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest, dlatego warto samemu sprawdzić czy książka podejdzie czy nie ;)

      Usuń
  9. Nie czytam takiej literatury, o tej książce też nigdy nie słyszałam i raczej po nią nie sięgnę ;)
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie Słyszałaś o Driven? To wyczyn szczerze bo pełno jej było niedawno ;)

      Usuń
  10. Z tobą jednak jest coś... Żartuję oczywiście jest to kwesta gustu, a tym bardziej każdy z nas doszukuje się w literaturze czegoś, co sprawi, że będzie walczył o dalsze części jak szczerbaty o suchary. Mnie osobiście seria Driven bardzo przypadła do gustu, a jeżeli chodzi o inne części, które autorka wydała i podciągnęła je pod tę serię-tu miałam problem, ponieważ Bromberg chyba nie zaskoczyła mnie już świeżym powiewem wiatru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie krępuj się, coś nie tak, wiem, wiele osób tak myśli :D
      Chociaż nie taki był cel, to jednak książka zapewniła mi trochę rozrywki - posmialam się, poklełam nad nią, było wesoło;p

      Usuń
  11. Erotyków nie lubię i nigdy nie polubię, ale czytając przytoczone cytaty zastanawiam się - jak ktoś w ogóle może chcieć takie coś czytać? ;/ Na serio kobiety chciałyby być tak traktowane, że z taką pasją zaczytują się w lekturach z tak ordynarnymi bohaterami? ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich złotych myśli w tej książce jest więcej niestety.

      Usuń
  12. Widzę, że nie polubiłabym się z główną bohaterką zdecydowanie.. Do erotyków nie mam nic, w końcu sama właśnie przeczytałam taki jeden... ale erotyki pokroju "Greya" mnie obrzydzają i właśnie coś pokroju tego wyżej co napisałaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Główna bohaterka zdecydowanie nie daje się lubić:) Widziałam recenzję u Ciebie:)

      Usuń
  13. Hahaha, witamy w świecie erotyków ;). Faktycznie można uznać, że Colton chce tylko seksu, ale w Raced wszystko się wyjaśnia. Nie do końca jest tak, jak się wydaje. Mi to się wydaje, że erotyki polegają właśnie na tym, że wszystko kręci się wokół seksu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, że erotyki są o seksie to wiadomo, nie spodziewałam się czegoś innego:) Chodzi o podejście do niego. Pewnie w dalszych częściach jest to rozwinięte a relacja głębsza, ale już nie zamierzam się o tym przekonywać:)

      Usuń
  14. Mało prawdopodobne, abym sięgnęła po książkę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam tę serię w planach. Ja lubię erotyki, chociaż oczywiście nie wszystkie i tylko raz na jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to w takim razie czekam na Twoje wrażenia:)

      Usuń
  16. O nie, nie. Erotyki mnie nudzą i śmieszą. Nigdy w życiu :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Fajnie to podsumowałaś :) Każdy z nas lubi coś innego, stąd tyle książek i tyle gatunków literackich, żeby można było kręcić nosem i wybierać :) Ja tam erotyki lubię i panią Bromberg też. Ale wiadomo, że skoro Ty się na niej sparzyłaś, więcej po nią nie sięgniesz. Po co się męczyć.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ta, niektórym moje ksiażkowe wybory będą wydawać się męczące czy śmieszne, i o to chodzi:) Jest z czego wybierać, a różnice między czytelnikami są jak najbardziej zdrowe:)

      Usuń
  18. Wiem, ze to sie może komus wydac dziwne, ale nigdy nie miałam w ręce erotyku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to w sumie dziwne, bo jest szał na nie od dawna:) Nie kusiło Cię nawet na próbę?:P

      Usuń
  19. erotyki to coś czego eni trawię:D

    OdpowiedzUsuń
  20. Obecnie nie poszukuję takich czytelniczych przygód, ale może za jakiś czas coś się zmieni. ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Erotyki czytam od święta, ale ten chociaż nie jest wyjęty żywcem z Greya. To może i mogłabym dać mu szansę :D

    OdpowiedzUsuń
  22. kurczę, a ja tak dawno żadnej erotyki nie czytałam:D

    OdpowiedzUsuń
  23. Erotyki lubię, i Coltona również, takie lekkie czytadełka czasami śmieszne :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Lubię takie książki, więc czemu nie? Myślę, że jak książka trafi w moje ręce, to ją przeczytam. Bardzo chętnie.

    Zapraszam na przedpremierową recenzję mojej książki. Pozdrawiam serdecznie :)
    http://want-cant-must.blogspot.com/2016/09/365-dni-zobaczymy-sie-znow-recenzja.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
  25. fajna recenzja, ale utwierdziłaś mnie w przekonaniu, że erotyki to faktycznie nie jest gatunek dla mnie i po za 50 shades (co już na szczęście dawno za mną) nic takiego nie przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Tej twórczości nie znam, ale z racji tego, że bardzo lubię erotyki to zapoznam się bliżej z fabułą :)
    Nominowałam Cię do LBA! Więcej szczegółów znajdziesz TUTAJ
    Pozdrawiam,
    Zaczytana Wiedźma
    ZaczytanaWiedźma.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  27. No nie mogę. Coś mnie ten Colton nie zachęcił, nie chce mi się czekać, aż dorośnie :D A te bohaterki zawsze takie niewinne dziewice w erotykach, po czym po chwili zachowują się niczym zawodowa prostytutka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, gatunek wymaga żeby się w tej kwestii edukowaly i to szybko :D

      Usuń
    2. Tam jest albo jakaś niezgodność psychologiczna, albo te bohaterki mają kurze móżdżki - sorki :)

      Usuń
    3. Tam jest albo jakaś niezgodność psychologiczna, albo te bohaterki mają kurze móżdżki - sorki :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Cieszy mnie, że dzielisz się w komentarzu wrażeniami na temat posta;)

Spam jest usuwany, komentarze poniżej pewnego poziomu również.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Kurs Olive Green - nauka języka angielskiego

Mam za sobą różnorodne sposoby nauki języka angielskiego, począwszy od tych szkolnych, gdzie zapisywałam sobie z tyłu zeszytu nowe słówka z lekcji, przez roczny kurs w szkole językowej, po samodzielną naukę z podręcznikami, książkami czytanymi w oryginale czy oglądaniem filmików na YouTube. Kiedy więc otrzymałam propozycję przetestowania kursu Olive Green, nie mogłam sobie odmówić spróbowania czegoś nowego. Byłam bardzo ciekawa jak wygląda kurs, w którym nauka oparta jest na oglądaniu filmu sensacyjnego. 
Przy samodzielnej nauce języka jedną z najważniejszych rzeczy jest właśnie atrakcyjność jej formy. Kiedy nauka wciąga i sprawia przyjemność, jest po prostu efektywniejsza. Motywacja i systematyczność odgrywają nie mniejszą rolę, ale wszyscy wiemy, że łatwiej o nie wtedy, gdy po prostu chcę się wrócić do wykonywania ćwiczeń. Pod tym względem kurs Olive Green sprawdził się u mnie bardzo dobrze. Zacznę od tego, że film w niczym nie przypomina typowych scenek pt. "Przedstaw się&quo…

Alex Marwood - Najmroczniejszy sekret [recenzja przedpremierowa]

W 2004 roku podczas imprezy urodzinowej zamożnego Seana Jacksona ginie jego trzyletnia córka Coco - nikt nie wie jak to możliwe, że dziecko zaginęło w nocy mimo tego, że dom był pełen ludzi. Ciężko wyjaśnić, dlaczego jej siostra bliźniaczka czy też inne dzieci tam będące spały spokojnym snem, podczas gdy malutka dziewczynka po prostu zniknęła. Mimo zakrojonych na wielką skalę poszukiwań nie udaje się odnaleźć śladu zaginionej. Kilkanaście lat po tragedii uczestnicy feralnych urodzin spotykają się ponownie z powodu śmierci ojca zaginionej Coco. Na jaw wyjdzie wiele skrywanych w tej rodzinie sekretów, a każdy kolejny będzie gorszy od poprzedniego. Czy również ten dotyczący wydarzeń sprzed lat?
Powiedzieli, że Coco zaginęła w nocy. Kłamali. Co tak naprawdę stało się z Coco? Już na okładce możemy przeczytać, że bohaterowie nie będą z nami szczerzy na temat jej losów. Dlatego rozpoczynające książkę notatki z ich przesłuchań na policji możemy potraktować jako zasłonę dymną i przypuszczać…

Bloglovin

Follow