Przejdź do głównej zawartości

Gabriela Anna Kańtor - Koronki z płatków śniegu [recenzja]

zdjęcie książki koronki z płatków śniegu
Juliusz Ruczajewski jest świadkiem tragicznej śmierci swojego ojca. Młody mężczyzna zmuszony jest natychmiast uciekać za granicę przed zemstą morderców, więc zostawia wszystko - matkę, dom, bliskich, i z narażeniem życia pospiesznie zbiega z rodzinnych stron. Nic dziwnego, wszak powstańcy styczniowi nie znali dnia ani godziny... Tak zaczyna się saga rodzinna Ruczajów ze Śląska.
"...A jak nie powrócę, listy będę pisał,
Listy będę pisał.
Ty będziesz czytała i będziesz płakała,
Ja nie będę słyszał, ja nie będę słyszał..."

Nowe życie powstańca

Od 1863 roku na świecie pojawiło się sporo Ruczajów. Pracowitych, mądrych i choć niezakorzenionych na Śląsku, to przyjętych tam jak swoich. Tamta ziemia okazała się gościnna dla młodego Juliusza, matematyka i astronoma, który przybył na Śląsk praktycznie tak jak stał i po traumatycznych przeżyciach musiał rozpocząć wszystko od nowa. Między Bogiem a prawdą nie mógł trafić lepiej niż do ludzi, gdzie bycie dobrym człowiekiem liczyło się bardziej niż bogactwo, zaszczyty czy sława. Pewnie dzięki temu udało mu się uciec przed moskalami... Nie tylko Juliusz, ale każdy kolejny Ruczaj miał swoją niepowtarzalną, interesującą historię.  Przez te wszystkie lata uzbierało się ich trochę i chwilę trwało, nim połapałam się kto był czyją żoną i dzieckiem w tej opowieści. Dużym ułatwieniem w lekturze jest drzewo genealogiczne umieszczone na samym początku książki. Na pierwszy plan wybija się żyjąca współcześnie Jagoda wraz z rodziną, ale jej przodków poznajemy również bardzo dokładnie. Achronologiczna narracja sprawia, że teraźniejszość miesza się z przeróżnymi wydarzeniami z przeszłości. A ona, jak dowiemy się choćby z tej lektury, nie zawsze była łaskawa.

Śląsk

Przyznaję, niewiele wiem o Śląsku i jego kulturze. Nie orientuję się za bardzo w historii tej ziemi dlatego cieszę się, że dzięki książce na parę spraw mogę spojrzeć z szerszej perspektywy. To właśnie Śląsk i Ślązacy są głównymi bohaterami "Koronek....".  Lekturze zawdzięczam niepowtarzalną możliwość posmakowania nieznanego mi dotąd śląskiego świata, jego specyfiki, gwary (języka?), kultury, historii... Jak to możliwe, że nie miałam do końca świadomości o jego charakterystycznych przejściach, niekoniecznie pokrywających się z tymi, których doświadczyli chociażby moi przodkowie? Kolejne pokolenia Ruczajów doświadczają wszystkich okropieństw XX wieku, a poza wojnami i komunizmem doliczyć trzeba też trzy powstania Śląskie. Zdecydowanie nie zawsze było łatwo tam żyć. Z jednej strony Niemcy, z drugiej Polacy. I jedni, i drudzy mieli wobec Ślązaków swoje własne plany. I własne uprzedzenia... Największe wrażenie zrobiła na mnie rzeczywistość międzywojenna. Nie dziwię się rozczarowaniu Polską jednej z postaci, Pawłowi, który walczył za ojczyznę. Ale czy za Śląsk?

Z rodziną dobrze wychodzi się na zdjęciu? 

Rodzina. Duża, kochająca się, pełna różnych osobowości i talentów - taka właśnie jest ta Ruczajów. To przede wszystkim silni, odpowiedzialni ludzie, dzielne kobiety i zaradni mężczyźni. Wnuki słuchają historii o dziadkach, rodzice starają się jak najlepiej zapewnić rodzinie byt, wychować dzieci na porządnych ludzi. Tak jak w każdej innej rodzinie zdarzają się niesnaski, spory, także trudne chwile, ale mimo różnic łączą ich nie tylko wspólne korzenie i wynikające z nich przywiązanie. Każdy z nich kocha tę ziemię i czuje się Polakiem. Każda z tych poszczególnych rodzin wywołuje w czytelniku pozytywne emocje. Ich przeplatające się losy z historycznym tłem nie pozostawiają obojętnym, w trakcie lektury jest miejsce i na śmiech, i na łzy. Poznając życiorysy kolejnych bohaterów tej sagi przywiązywałam się do nich coraz bardziej. Ich historia przekazywana z pokolenia na pokolenie tworzy właśnie tę rodzinę, stanowi o jej istocie. Są żywym dowodem na to, że to, skąd przyszliśmy w dużej mierze determinuje to, dokąd zmierzamy.

Każda książka mówiąca o historii Polski ma u mnie pierwszeństwo w czytelniczej kolejce. "Koronki..." się w tej kolejce wyróżniają - to piękna, rodzinna historia, która zainteresuje nie tylko Ślązaków. Powiedziałabym nawet, że to historia wręcz obowiązkowa dla właśnie tych Polaków, którzy tak jak ja powinni lepiej poznać Śląsk.

Za przesłanie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu MG.

Autor: Gabriela Anna Kańtor
Tytuł: Koronki z płatków śniegu
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 320 

Komentarze

  1. Książka zapowiada się bardzo ciekawie. Może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie czytałam, ale zapewne książka trafi na moją czytelniczą listę :D Podobają mi się zdjęcia postów :D Polecam wzięcie udziału w Czytelniczych Igrzyskach 2017 na Instagramie :D Sama biore w tym udział, bo codziennie odkrywam nowe tytuły i inspiracje :D Wręcz mam bzika na punkcie książek :D
    Zajrzę tutuaj jeszcze :D

    Pozdrawiam :D
    Jagoda z mrsblueberry3.blogspot.com :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Sagi rodzinne uwielbiam, a i ta mnie zaciekawiła. Na pewno przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oo, szukałam jakiejś książki do przeczytania :D
    Ostatnio czytałam dużo książek Nicholasa Sparksa :D Uwielbiam je!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna okładka, bardzo zachęcająca treść. Uwielbiam sagi. Nic tylko czytać ;-).

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytam tę książkę chociażby ze względu na to, że jestem ciekawa jak został zobrazowany na jej kartach Śląsk, o którym przecież sporo wiem, bo tutaj mieszkam :) Historia mogłaby mnie zainteresować. Chętnie przyjrzę się jej bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś czytałam więcej sag rodzinnych, teraz jakoś entuzjazm wobec tego typu powieści zmalał, ale nie twierdzę, że po książkę nie sięgnę. Przekonuje mnie zwłaszcza ostatnie zdanie recenzji, bo nie ukrywam, że nie posiadam wielkiej wiedzy o historii Śląska i ludzi zamieszkujących te tereny.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam tę książkę, ale jeszcze nie czytałam .

    OdpowiedzUsuń
  9. to nie moje klimaty. ale koleżanka za to się jara podobnymi książkami:) polecę jej

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Niby nie moje klimaty, ale chętnie bym ją przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Niby nie moje klimaty, ale chętnie bym ją przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Niby nie moje klimaty, ale chętnie bym ją przeczytałatwo :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lubię tę tematykę, więc przypada mi do gustu :D
    pozdrawiam!
    i zapraszam na nowy post: polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Muszę się przyznać, że bardzo mnie zaintrygowałaś... co prawda ja Ślązaczką nie jestem, ale to nie zmienia faktu, że zapoznałabym się z książką ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zaintrygowalas mnie. Z chęcią poznalabym owa historię. Uwielbiam rodzinne opowieści. Ponadto zdecydowanie za mało wiem o Śląsku, a ta pozycja przyblizylaby mi zapewne ten region.

    OdpowiedzUsuń
  17. Również chętnie "łykam" wszelakie książki związane z historią Polski, a jeśli jeszcze jest to saga rodzinna - tym bardziej :)

    Pozdrawiam,
    Na planecie Małego Księcia

    OdpowiedzUsuń
  18. Właśnie książki o historii Polski bardzo cenię. Tym bardziej, że ta podręcznikowa historia, której uczymy się w szkołach jest mało ciekawa często i jakby nie chciała pokazać takich smaczków, które opowiadają o nas jako o ludziach. O Śląsku również niewiele wiem, a dodatkowym plusem tej książki są właśnie rodzinne historie.
    Tak jeszcze o tytule wspomnę... najpiękniejsze koronki, jakie robiłam ja czy moja teściowa powstają właśnie na wzór płatków śniegu :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Szczerze mówiąc, biorę w ciemno każdą książkę związaną ze Śląskiem. Jestem rodowitą Ślązaczką, kocham ten region, nawet pracę licencjacką pisałam dot. gwary i kultury Śląskiej. Mój must have! Dzięki za polecenie :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo przyciągająca wzrok okładka, a jak ładnie to zdjęcie Ci wyszło :)

    Książki historyczne to nie do końca moja bajka (choć cenię te wojenne lub z wojną w tle), ale przyznam szczerze, że mnie zaciekawiłaś. Być może przy okazji przeczytam, ale nie będę raczej namiętnie poszukiwać.

    OdpowiedzUsuń
  21. Takie drzewo genealogiczne rzeczywiście może być sporą podpowiedzią, szczególnie przy dużej liczbie bohaterów. Nie słyszałam wcześniej o tym tytule, ale chętnie się nim kiedyś zainteresuję. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. to ostatecznie chyba nie jest książka dla mnie ;) zastanawiam się jednak z tym stwierdzeniem, że nasze pochodzenie wpływa na nasze życie owszem, ale wiele osób pojawiając się ze "złych" miejsc, robi wszystko, by zmienić swoją przyszłość. Można ich tylko podziwiać. Wiem jednak, że to tylko sporadyczne jednostki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem co masz na myśli. Stwierdzeniem "w dużej mierze" chciałam zostawić właśnie taką możliwość interpretacji :)

      Usuń
  23. To może być ciekawe. Być może to coś dla męża na przykład.

    OdpowiedzUsuń
  24. Zaintrygowałaś mnie tą recenzję. Jeśli kiedyś spotkam tę powieść to na pewno się skuszę.
    Pozdrawiam! :)

    napolceiwsercu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Sama nie wiem, czy książka dla mnie, ale strasznie mi się spodobał ten cytat - ma w sobie niezwykły klimat. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fragment jakiejś wojennej piosenki o ile się nie mylę, poszukam Ci tytułu jak będę mieć egzemplarz pod reką. W połączeniu z fabułą wyciska łzy z oczu:)

      Usuń
  26. Książka wydaje się być naprawdę ciekawa, chętnie się z nią zapoznam ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Książka czeka na mojej półce do przeczytania. Mam nadzieję, że wywoła wiele wzruszeń:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Brzmi interesująco, może się skusze :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Cieszy mnie, że dzielisz się w komentarzu wrażeniami na temat posta;)

Spam jest usuwany, komentarze poniżej pewnego poziomu również.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Kurs Olive Green - nauka języka angielskiego

Mam za sobą różnorodne sposoby nauki języka angielskiego, począwszy od tych szkolnych, gdzie zapisywałam sobie z tyłu zeszytu nowe słówka z lekcji, przez roczny kurs w szkole językowej, po samodzielną naukę z podręcznikami, książkami czytanymi w oryginale czy oglądaniem filmików na YouTube. Kiedy więc otrzymałam propozycję przetestowania kursu Olive Green, nie mogłam sobie odmówić spróbowania czegoś nowego. Byłam bardzo ciekawa jak wygląda kurs, w którym nauka oparta jest na oglądaniu filmu sensacyjnego. 
Przy samodzielnej nauce języka jedną z najważniejszych rzeczy jest właśnie atrakcyjność jej formy. Kiedy nauka wciąga i sprawia przyjemność, jest po prostu efektywniejsza. Motywacja i systematyczność odgrywają nie mniejszą rolę, ale wszyscy wiemy, że łatwiej o nie wtedy, gdy po prostu chcę się wrócić do wykonywania ćwiczeń. Pod tym względem kurs Olive Green sprawdził się u mnie bardzo dobrze. Zacznę od tego, że film w niczym nie przypomina typowych scenek pt. "Przedstaw się&quo…

Alex Marwood - Najmroczniejszy sekret [recenzja przedpremierowa]

W 2004 roku podczas imprezy urodzinowej zamożnego Seana Jacksona ginie jego trzyletnia córka Coco - nikt nie wie jak to możliwe, że dziecko zaginęło w nocy mimo tego, że dom był pełen ludzi. Ciężko wyjaśnić, dlaczego jej siostra bliźniaczka czy też inne dzieci tam będące spały spokojnym snem, podczas gdy malutka dziewczynka po prostu zniknęła. Mimo zakrojonych na wielką skalę poszukiwań nie udaje się odnaleźć śladu zaginionej. Kilkanaście lat po tragedii uczestnicy feralnych urodzin spotykają się ponownie z powodu śmierci ojca zaginionej Coco. Na jaw wyjdzie wiele skrywanych w tej rodzinie sekretów, a każdy kolejny będzie gorszy od poprzedniego. Czy również ten dotyczący wydarzeń sprzed lat?
Powiedzieli, że Coco zaginęła w nocy. Kłamali. Co tak naprawdę stało się z Coco? Już na okładce możemy przeczytać, że bohaterowie nie będą z nami szczerzy na temat jej losów. Dlatego rozpoczynające książkę notatki z ich przesłuchań na policji możemy potraktować jako zasłonę dymną i przypuszczać…

Bloglovin

Follow