Przejdź do głównej zawartości

Kurs Olive Green - nauka języka angielskiego

Mam za sobą różnorodne sposoby nauki języka angielskiego, począwszy od tych szkolnych, gdzie zapisywałam sobie z tyłu zeszytu nowe słówka z lekcji, przez roczny kurs w szkole językowej, po samodzielną naukę z podręcznikami, książkami czytanymi w oryginale czy oglądaniem filmików na YouTube. Kiedy więc otrzymałam propozycję przetestowania kursu Olive Green, nie mogłam sobie odmówić spróbowania czegoś nowego. Byłam bardzo ciekawa jak wygląda kurs, w którym nauka oparta jest na oglądaniu filmu sensacyjnego. 

Przy samodzielnej nauce języka jedną z najważniejszych rzeczy jest właśnie atrakcyjność jej formy. Kiedy nauka wciąga i sprawia przyjemność, jest po prostu efektywniejsza. Motywacja i systematyczność odgrywają nie mniejszą rolę, ale wszyscy wiemy, że łatwiej o nie wtedy, gdy po prostu chcę się wrócić do wykonywania ćwiczeń. Pod tym względem kurs Olive Green sprawdził się u mnie bardzo dobrze. Zacznę od tego, że film w niczym nie przypomina typowych scenek pt. "Przedstaw się" czy "Zamów jedzenie w restauracji" - kto próbował na nich pracować ten wie, jakie potrafią być komicznie sztuczne. Tutaj mamy prawie trzygodzinną historię złodziejki, przepraszam, konsultantki dzieł sztuki z USA, która zmuszona zostaje do wykonania pewnego niebezpiecznego zadania na terenie Anglii. Pomagać i przeszkadzać jednocześnie będzie jej w tym przystojny, małomiasteczkowy policjant, a czarnym charakterem będzie pewien prawnik z niejednym na sumieniu, próbujący wyręczyć się rosyjską mafią. Dobra gra aktorska, zabawne dialogi i wielowątkowość to przepis na wciągający film, dlatego oglądałam go z dużym zainteresowaniem i przyjemnością.
Zestaw składa się z płyty, którą należy zainstalować przy użyciu dołączonego kodu, oraz trzech podręczników do poszczególnych poziomów - A1, A2 - B1, B2 - C1. W podręcznikach poza dialogami z filmu są też ćwiczenia gramatyczne oraz lista słówek, każdy rozdział dotyczy jednej sceny. Można zdecydować się na zakup wersji kursu online, jednak ja ze względu na te książki polecam wersję fizyczną. Film został podzielony na 60 scen, po 12 na każdy poziom. Do wyboru jest wersja z napisami angielskimi, polskimi lub bez napisów. Po obejrzeniu sceny możemy przejść do sekcji "Ucz się" i wykonać w oparciu o fragment filmu ćwiczenia, lub po prostu oglądać dalej.  Jest to film interaktywny - przy każdej scenie mamy możliwość wyboru zachowania bohaterów, przy niektórych musimy im trochę "pomóc" wykonując jakieś zadanie. Niejednokrotnie wracałam do jakiejś scenki tylko po to, by wybrać tę drugą opcję i zobaczyć, co się wtedy stanie. W sposób szczególny kurs wyróżnia się systemem powtórek. Wykonując ćwiczenia sami się oceniamy (wybierając wiem, prawie wiem, nie wiem) a na postawie naszej odpowiedzi system ustala nam indywidualnie, kiedy dane zagadnienie będziemy powtarzać. Jest to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ częściej powtarza się te ćwiczenia, które sprawiały nam problem. Poniekąd ten system wymusza na uczącym systematyczność, ponieważ po dłuższym czasie tych powtórek może nazbierać się kilkadziesiąt :)
Mój poziom językowy to pomiędzy B1 a B2. Do połowy B2 oglądałam film z napisami po angielsku, następne sceny za pierwszym razem z polskim tekstem, za to ćwiczenia zaczęłam wykonywać od połowy poziomu A2. Najpierw obejrzałam cały film, potem zaczęłam przerabiać po jednej, dwóch scenach z podręcznika, a następnie przechodziłam do ćwiczeń z płyty. Na końcu włączałam scenę bez napisów by sprawdzić, czy wszystko rozumiem. O ile film bez problemu ogląda się od początku niezależnie od poziomu znajomości języka, o tyle wykonywanie ćwiczeń z niższego poziomu byłoby męczące - jest ich całe mnóstwo, do tego dochodzi system powtórek, więc lepiej skupić się na wykonywaniu tych, które rzeczywiście są dla nas nauką. Ponadto mimo wielu elementarnych ćwiczeń zawartych w programie moim zdaniem kurs będzie odpowiedni dla osób, które jakieś choćby i mgliste pojęcie o angielskim mają - na pewno łatwiej im będzie korzystać i skorzystać z kursu niż komuś, kto nie ma o angielskiej gramatyce i słownictwie bladego pojęcia.
Poza książką i płytą mamy również możliwość pobrania aplikacji na telefon (mój niestety nie podołał, więc się nie wypowiem), dostęp do słownika obejmującego 25 000 haseł oraz nagrania MP3 do słuchania chociażby w trakcie jazdy samochodem. Jestem bardzo zadowolona z  nauki z Olive Green, której poświęcam czas z niesłabnącym zainteresowaniem. Myślę, że kurs bardzo dobrze sprawdzi się w przypadku osób, które uczą się języka samodzielnie i poszukują angażującej metody jak i dla nastolatków, którym może przypaść do gustu jego interaktywna forma. Po więcej informacji na temat Olive Green kliknij tutaj, a na koniec zapraszam do obejrzenia trailera filmu (warto poświęcić mu dwie minuty, dobrze zrobiony:))

Za możliwość zaingerowania w fabułę filmu i nauki dziękuję firmie

Komentarze

  1. Wypadałoby przed wakacjami odświeżyć znajomość angielskiego. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja będę właśnie zaczynać ten kurs :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wezmę go pod uwagę, super sprawa ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, brzmi ciekawie :D Tak angielskiego z pewnością się nie uczyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cholera, taki kurs to prawie spełnienie marzeń. Świetna zabawa i nauka. Bardzo chętnie bym skorzystała. Zazdroszczę ci takiej możliwości.
    pozdrawiam!
    http://polecam-goodbook.blogspot.com/2017/04/historia-najsawniejszej-lalki-barbie-i.html

    OdpowiedzUsuń
  6. Uczę języka angielskiego w gimnazjum i myślę, że ten kurs przypadłby do gustu moim dzieciakom.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam w szkole angielskiego, więc moja znajomość tego języka jest znikoma, ale polecę powyższy kurs mojej bratanicy, która intensywnie szlifuje ten angielski. Myślę, że przypadnie jej do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  8. ja się najlepiej uczę czytając książki w oryginale;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ależ ciekawy sposób na ćwiczenie języka. Zdecydowanie mi się podoba. Angażująca, kreatywna metoda, o wiele lepsza niż te tradycyjne, sztywne. Świetny pomysł. Będę polecać.

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja właśnie od jakiegoś czasu zastanawiam się nad powrotem do nauki. Ten sposób wygląda interesująco!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ciekawy pomysł na naukę, przyswajanie słownictwa i osłuchanie się z językiem, a dodatkowo doskonała rozrywka. Może kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny pomysł na łatwą i przyjemną naukę języka! Nie miałam okazji sprawdzić takiej metody, ale jest chyba najbardziej kreatywną, o jakiej słyszałam, ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. O proszę jakie jesteśmy w temacie! Ja jestem niezwykle zadowolona z kursu! :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawy pomysł :) Muszę wypróbować czy w moim przypadku będzie skuteczny, bo póki co angielski u mnie kuleje, ale nadrabiam niemieckim :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Przeczytałeś/aś posta? Wyraź swoje zdanie na jego temat w komentarzu, będzie mi bardzo miło:)

Usuwam spam oraz treści obraźliwe.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Helena Waszniewska - Udomowiona. Nigdy nie poddam się [recenzja przedpremierowa]

Alicja marzyła o tym samym, co spora część kobiet - chciała stworzyć dom pełen miłości dla siebie i swojego synka. Mieć rodzinę, w której nie będzie zawadzać, gdzie będzie mogła być matką, żoną i po prostu sobą. Być może dlatego tak szybko zdecydowała się na małżeństwo bądź co bądź z rozsądku. Co prawda Łukasz był sympatyczny i wyraźnie w nią wpatrzony, jednak ich znajomość była  głównie korespondencyjna, w czasach sprzed internetu i telefonów komórkowych. Alicja mimo wszystko zdecydowała się na ten krok, z którym łączyła się wyprowadzka do innego miasta. Chciała mieć rodzinę i zamierzała dać z siebie wszystko, by ją stworzyć. Łukasz też chciał, by im się udało. W takim razie dlaczego kobieta tyle razy musiała powtarzać sobie "Nigdy się nie poddam"? Czy nawet najszczersze chęci nie są wstanie pokonać prozy życia? W którym momencie można było powiedzieć "pas"? I czy winą powinno się obarczać tylko jedną stronę?
Książka licząca ponad pięćset stron, będąca pierwszym …

Laura Adori - Przebudzenie Lukrecji [recenzja]

Lukrecja mieszka i pracuje we Włoszech. Zbliżająca się do czterdziestki kobieta postanawia całkowicie odmienić swoje życie - rzuca pracę i po wieloletniej nieobecności wraca do Warszawy. Zatrzymuje się tymczasowo u swojej przyjaciółki. Nie ma planu, no, może poza takim, że chciałaby wreszcie znaleźć blondynowatego mężczyznę, którego przepowiedziała jej włoska tarocistka. Nawet trafia się jeden kandydat, nic to, że włosy się nie zgadzają, ważne są chęci! Poza zaplanowanym romansem pojawia się też nieplanowany pomysł na apetyczny biznes. Co z tego wyniknie?
- My nigdy nie jesteśmy zanurzone na maksa w jednej chwili, w jednej rzeczy. Ciągle coś przewidujemy, przypuszczamy. To kobiece przekleństwo. Wiem. Wiem, że część z Was po przeczytaniu opisu stwierdziła "ale to już było". No bo czy nie czytałyście już masy książek o "zmianie życia, rzuceniu pracy i nowym związku"? Uwierzcie mi, że Lukrecja, a raczej Laura Adori ma dla Was coś więcej niż schematyczną historyjkę o s…

Bloglovin

Follow