Przejdź do głównej zawartości

Beata Bużan - Żyjemy jeno w snach o sobie [recenzja]

Czy pochodzenie determinuje życie człowieka? Jeśli tak, to Helena nie miała prawa dążyć do niczego ponad pasanie krów u co bogatszych chłopów, mieszkając od urodzenia do śmierci w swojej malutkiej wiosce. A jednak marzyła o innym życiu, a co więcej miała zamiar te marzenia spełniać. Była już na dobrej drodze gdy świat stanął w obliczu wojny. Po jej zakończeniu podjęła decyzję - zbuduje swoją rzeczywistość na nowo, choćby miała ona być od początku do końca kłamstwem. Nie wróci już do roli pogardzanego bękarta bez perspektyw. Postanawia żyć i umrzeć jako ktoś lepszy. 

Książkę miałam w planach już od dawna, praktycznie od pierwszej przeczytanej na jej temat wzmianki. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że jest to biografia, historia babci opisana przez wnuczkę. Nie miałam pojęcia, jak wiele sekretów może kryć jeden ludzki los, ani jak wielkie emocje może wywołać czytanie o odważnej kobiecie żyjącej w niespokojnych latach dwudziestego wieku. Nie mogłam przewidzieć, że Beata Bużan napisała wyjątkową książkę, która mimo przedstawienia życia Heleny bez cenzury, jest jednocześnie najpiękniejszym hołdem złożonym babci. Teraz już wiem, i długo o tej historii nie zapomnę.
...rzeczywistość nie znika, gdy my przestajemy w nią wierzyć. Ona jest sobie niezmienna. Czeka na twój najszczęśliwszy moment i się objawia.

 Los we własnych rękach

Helena, mimo parszywej sytuacji życiowej i rodzinnej, ma aspiracje wyrwania się z zaklętego kręgu biedy, braku edukacji i perspektyw. Jako pierwsza w rodzinie uczy się czytać i pisać, jest bystra, potrafi szybko liczyć, dzięki czemu zaczyna pracę w sklepie pewnego Żyda. Między innymi z tego powodu prawie trafia do Auschwitz. Prawie... Los ma dla niej inne niespodzianki, ale Helena nie pozostaje mu dłużna. Nie zamierza biernie przyjmować tego, co ma jej do zaofiarowania, ale bierze go we własne ręce. Tworzy siebie na nowo. Bez wstydliwych szczegółów, dokładnie taką, jaką chciałaby być. Daje sobie szansę na zbudowanie lepszego życia. Ale jak pokazuje jej historia nie ma kłamstw doskonałych. Nawet jeśli pochodzenie nie determinuje życia człowieka, może stanąć na drodze do szczęścia. Zwłaszcza gdy pomogą mu w tym odpowiedni ludzie.

Żyjemy jeno w snach o sobie

Ciężko jednoznacznie opisać mi mój stosunek do głównej bohaterki, i to nawet nie z powodu świadomości, że jej historia wydarzyła się naprawdę. Helena była kobietą skomplikowaną chyba pod każdym względem. Na pewno odważna, znająca swoją wartość, a jednocześnie niosąca piętno "bękarta". Chcąca przede wszystkim żyć, żyć godnie, tak jak każdy z nas. Czy pochwalam podejmowane przez nią decyzje? A kimże ja jestem, żeby ją oceniać? Możecie mi wierzyć, że poznając jej losy nie raz zastanawiałam się, skąd ona wzięła w sobie siłę, by przetrwać te wszystkie ciężkie chwile. Podziwiam tę moc do budowania życia raz za razem. Helena nie poddała się nawet wtedy, gdy... - tu dochodzimy do momentu, który wywołał we mnie wielkie współczucie dla bohaterki. Do niego odnosi się tytuł tej książki. Kto żyje jedynie w snach o sobie? Odpowiedź na to pytanie mocno chwyta za serce. Jednak z drugiej strony bohaterka pokazuje również to mniej zachęcające oblicze. Skupiona przede wszystkim na sobie, chce przetrwać nawet kosztem odcięcia się od bliskich. Czy to wada, czy zaleta? Jak wiemy w życiu rzadko co bywa czarno-białe, ta historia nie jest pod tym względem wyjątkiem.

Miłość bez cenzury

Zastanawiałam się przy lekturze, jak trudno musiało być autorce opisywać życie swojej babci właśnie w ten sposób - stworzyć powieść, w której bohaterka nie jest taka kochana, szlachetna i podejmująca zawsze trafne decyzje, jak by się tego chciało. Jest tylko człowiekiem, do tego żyjącym w takich a nie innych czasach. Kobietą, która budowała życie na kłamstwach, a było ich niemało biorąc pod uwagę fakt, że zbieranie materiałów do książki trwało kilka lat. I mimo tego wszystkiego udało się wzbudzić w czytelniku ciepłe uczucia względem Heleny, dać odczuć tę miłość, która przebija z kart powieści na każdej stronie. Pojawiające się w tekście co jakiś czas komentarze od autorki pomagają czytelnikowi odnaleźć się w historycznych niuansach, a także przypominają, że ta historia została opowiedziana przez kogoś, kto towarzyszy nam na szlaku życia Heleny, i chce nas przez niego dobrze przeprowadzić. Plastyczność opisów, charakterne postaci, wojenne i powojenne realia to tylko kolejne cegiełki budujące wyróżniającą się powieść. 

To piękna, choć opisująca ciężkie czasy historia. Los tej kobiety, pełen zawirowań, tajemnic, trudności i determinacji to idealny materiał na książkę. Choć z jednej strony wielu z nas może sobie w tym momencie pomyśleć, że o nas wnuki nie miałyby czego napisać, to jeszcze nie zaczynajcie zazdrościć tego bohaterce książki. Chociaż da się zbudować życie na kłamstwie, to jednak ma ono swoją cenę. Warto przeczytać, ile kosztowało ono Helenę.

cytat strona 334.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Komentarze

  1. Jeszcze się zastanowię nad tą książką, aż tak mnie nie kusi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, Helena to postać bardzo niejednoznaczna, ale jakże przy tym prawdziwa. Cieszę się, że lektura Ci się spodobała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mówię nie, może kiedyś. Nie zniechęca mnie ta książka, ale chyba póki co mam ochotę na lekkie powieści a ta się taka nie wydaje :/ Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie słyszałam o tej książce, ale po przeczytaniu Twojej recenzji wydaje mi się bliska z kilku względów.
    Wpisuję więc tytuł na swoją listę czytelniczą.
    Brawa dla wnuczki za takie wielowymiarowe opisanie babci. Trudne wyzwanie, które w pewnym sensie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Autorka najwidoczniej chciała się podzielić w jakiś sposób swoim życiem z czytelnikami. Odważne posunięcie.
    Książka wydaję się nie najgorsza. Może przeczytam.

    Pozdrawiam,
    http://adraasteja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest pewnie wiele takich historii naszych babć lub prababć, których niestety nikt nie opisał. Będę miała tę książkę na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Po zaznajomieniu się z Twą recenzją wiem, że koniecznie muszę poznać tę historię, tym bardziej, że jest oparta na faktach.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydaje się warta przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wydaje się warta przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chociaż książka obawiam się, że chyba nie dla mnie, to jednak sądzę, że napisanie takiej książki o własnej babci musiało wymagać wiele odwagi, ale i miłości. Dobrze, że autorka nie popadła w upiększanie tej historii, tylko chciała ją wiernie odzwierciedlić. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. taka książka to niejako pamiątka i ukoronowanie autorki babci życia

    OdpowiedzUsuń
  12. Wielki ukłon w stronę autorki, że podjęła się napisania książki trudnej, może nie tyle trudnej jeśli chodzi o temat, co fakt, że to książka jak najbardziej biograficzna, a osobą opisaną jest babcia.
    To co prawda nie są moje klimaty czytelnicze, ale myślę, że z ciekawości skusiłabym się na ten tytuł.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Książka w pewien sposób kusi mnie swoją autentycznością, zainteresuję się nią. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  14. Słyszałam już o tej książce, ale jeszcze nie miałam okazji jej czytać, ale z pewnością to nadrobię.
    Pozdrawiam! http://literacki-wszechswiat.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. http://beatusvir.blog.pl/12 lipca 2017 18:10

    Zależało mi, by opisać moją babcię jako człowieka z krwi i kości. Takiego, który popełniał błędy, który czuł, który do końca życia ponosił konsekwencje swoich decyzji. Zależało mi też, by spełnić jej ciche marzenie o tym, by jej historia miała jakieś znaczenie dla kogokolwiek. Chyba chciała zrozumieć, czy to jej życie było ważne. Bała się myśleć, że przeżyła je bez sensu. Dlatego u samego jego kresu postanowiła zdradzić parę sekretów wnuczce. I wtedy nie sądziłam, że za nimi kryją się kłamstwa. Wtedy byłam pewna, że to tylko zatajone informacje. Im więcej odkrywałam, tym bardziej docierały do mnie powody wielu tajemnic. Jednak nie zmieniło to mojego stosunku do niej. Jakimś nadliczbowym zmysłem czułam, że zrobiła to, co uważała za słuszne. Nie sądząc, że to jest złe. Podejrzewam, że jakiś instynkt samozachowawczy popychał ją głębiej w tę matnię kłamstw... a ja ją uwielbiałam. Była dla mnie Ukochaną Babcią, wzorem do naśladowania, bardzo bliską kobietą - jak tu przestać kochać, gdy odkrywa się parę (!) błędów młodości... Ha! I teraz pytanie filozoficzne: czyż one były na pewno błędami? Tak to widzimy z perspektywy lat, w innej rzeczywistości, bez piętna ciążącego... a jakie to było dla niej? Wtedy, gdy świat był taki nieprzewidywalny.
    Dziękuję, że czytacie tę moją opowieść. Ogromnie Wam wszystkim dziękuję.
    Beata Bużan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Pani Beato za ten komentarz. Co do pytania filozoficznego - według mnie, biorąc pod uwagę życie Pani Babci, podjęła ona walkę o siebie, a w takim przypadku nie powinno się mówić o błędach. I już choćby z tego względu nie przeżyła życia bez sensu. To rewelacyjna powieść i naprawdę warto ją było przeczytać:)

      Usuń
    2. Dziękuję :) (i mam nadzieję, że gdzieś tam ona wie/czuje, że nie było bez sensu.)

      Usuń

Prześlij komentarz

Przeczytałeś/aś posta? Wyraź swoje zdanie na jego temat w komentarzu, będzie mi bardzo miło:)

Usuwam spam oraz treści obraźliwe.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Jarosław Wilk - Pan Wilk i tajemnice tajemnic [recenzja]

Pan Wilk tak jak i w poprzedniej części trylogii mieszka w Wilczkowie sam, kocha swoją córkę, nie stroni od dobrej kuchni, wina, kobiet i wypadów z kolegami. I tym razem nie zabraknie jego ciętego języka, ciekawych historii i kolejnych przedstawicielek płci pięknej. Czy cokolwiek uległo zatem zmianie? Zmienił się Wilk, więc tak naprawdę zmieniło się wszystko. 
Nie tak dawno miałam okazję podzielić się z Wami wrażeniami po lekturze książki Pan Wilk i kobiety, erotyka, który zrobił na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie. Bez wahania sięgnęłam po drugi tom serii, spodziewając się lektury bezproblemowej w odbiorze, o jasno określonej tematyce i nieskomplikowanym przebiegu.  Czy to dostałam? Mówiąc językiem Wilka, dałam się zrobić w... Sami wiecie co. I w ogóle tego nie żałuję.
Nie będę ani trochę oryginalna pisząc, że charakter drugiej części mocno mnie zaskoczył. O ile Wilk w poprzednim tomie niemal rzucał się na kolejne nieznajome, by zatapiając się w nich zapomnieć o tym, co go bo…

Wilkie Collins - Tajemnica mirtowego pokoju [recenzja]

Pierwsza połowa XIX wieku. Umierająca lady Treverton wymusza na swojej pokojówce napisanie listu, w którym przyznaje się mężowi do pewnej tajemnicy. Przed śmiercią zobowiązuje kobietę do dwóch rzeczy - nie wyniesie listu z zamku, ani go nie zniszczy, ponieważ wie, że w jej interesie byłoby właśnie takie działanie. Przerażona służąca ukrywa pismo w pokoju zwanym mirtowym, po czym ucieka z zamku przed wszelkimi pytaniami. Piętnaście lat po tych wydarzeniach córka Trevertonów, Rosamond, bierze cichy ślub z niewidomym szlachcicem Leonardem, który jest obecnym właścicielem jej rodzinnej posiadłości. Po życiowych zawirowaniach miało nie być na ich wspólnym niebie ani jednej zakłócającej harmonię chmurki. Nie mogli się spodziewać, że niedługo będą musieli stawić czoła burzy...
(...) - jak możesz wątpić, co się stanie potem? Czyż nie jestem kobietą? I czy nie zabroniono mi wchodzić do Pokoju Mirtowego? Lenny! Lenny! Czyżbyś tak mało znał połowę ludzkości, do której należę, aby nawet przez ch…

Bloglovin

Follow