Przejdź do głównej zawartości

Bruno Kadyna - Metalowa Dolna [recenzja]


Siłownia w piwnicy to azyl, w którym chroni się bohater tej historii. Tomasz w aktywności fizycznej szuka wyzwolenia od negatywnych i przytłaczających go myśli - rak zabijający jego żonę jest jak sam określa "kolejnym członkiem rodziny, czarną owcą". Stare, zaniedbane pomieszczenie nie przyciąga wielu gości, a i sam bohater nie jest raczej duszą towarzystwa. Do czasu... Pewnego dnia wszystko się zmienia, a w siłowni zaczynają toczyć się rozmowy. Z kim o czym rozmawia pogrążony w bólu mężczyzna?

Jest to dość nietypowa historia, na którą składają się 22 treningi-rozdziały. Mamy praktycznie jedno miejsce akcji, czyli siłownię, i jednego głównego bohatera, a zarazem narratora powieści. Tomasz oddaje się ćwiczeniom i używam tego słowa celowo - można odnieść wrażenie, że oddaje się im niejako w opiekę, szuka w nich pocieszenia i ucieczki od ciążących mu myśli. Choroba żony jest dla młodego mężczyzny silnym obciążeniem, a poczucie niemocy w jej obliczu wywołuje w nim frustrację. Nadchodzi czas, kiedy dotychczas regularne odwiedziny w piwnicznym przybytku zostają przerwane na całe dwa miesiące. Po powrocie do swojego miejsca Tomasz jest już w innej życiowej sytuacji. Ból, który go przepełnia jest obezwładniający, a mężczyzna często ociera twarz z łez. Wtedy okazuje się, że w siłowni nie jest sam. Że nigdy nie był tam sam... 

Więcej nie napiszę, żeby nie zdradzić Wam zbyt wielu szczegółów z fabuły. Ze względu na dalsze wydarzenia można by uznać ten tytuł za powieść z gatunku fantasy, choć w moim odczuciu jest to historia ciężka do jednoznacznego sklasyfikowania. Jeśli nawet podobnie jak ja nie czytacie powieści tego rodzaju, nie odpuszczajcie sobie jeszcze tej konkretnej książki. Bo w niej wcale nie chodzi o jakieś nierzeczywiste sytuacje. Chodzi o coś aż nazbyt powszechnego.

Jak radzić sobie z bólem? Jak przeżyć, przetrwać żałobę? Jak dalej żyć, kiedy w młodym wieku stracimy miłość naszego życia, gdy w wieku 35 lat mamy wrażenie, że skończył nam się świat? To o tym jest ta historia, o stawaniu w obliczu prawdziwej życiowej tragedii. Bardzo współczułam bohaterowi, ponieważ czytając aż nazbyt dotkliwie można było wyczuć, że sytuacja w jakiej się znalazł pozbawiła go sił, a w pewnym momencie sam w siebie zwątpił. Mimo że pod pewnymi względami zrobił na mnie wrażenie dość gruboskórnego mężczyzny, a jego rozmowy z kolegą odwiedzającym go kilka razy w piwnicy były delikatnie mówiąc mało sympatyczne, to trzeba mu przyznać, że bardzo kochał swoją żonę. I miał też sporo ludzkich odruchów, ale komu je okazywał, nie mogę zdradzić. Napiszę jedynie, że z toczonych przez niego rozmów wyłaniał się nieco inny obraz, dużo bardziej przyjacielski j serdeczny. Tomasz jest w pewnym sensie jak ta kultowa cebula ze Shreka - pod warstwą, z której mogłyby brać się stereotypy o fanach siłowni, znajdziemy wrażliwego, ciepłego, pracowitego mężczyznę z poczuciem humoru, który mimo życiowej tragedii chce się podnieść i żyć dalej.  W trakcie lektury z niecierpliwością przewracałam strony by dowiedzieć się, co też wydarzyło się w siłowni podczas kolejnego treningu, i dokąd to wszystko prowadzi. 

Skoro taki był nasz główny bohater a zarazem narrator, to i styl tej historii został utrzymany w podobnym klimacie - męskim, niekoncentrującym się tylko na przeżywanej tragedii, przez co właśnie można było poczuć ją jeszcze mocniej. Tę drugą, nieopisaną przeze mnie część historii, potraktowałam jako pewnego rodzaju przenośnię przechodzenia żałoby, przepracowanie  całego dotychczasowego życia, a na koniec - pożegnanie z tym, co było. 

Czy taki właśnie był zamysł autora? A może Metalowa Dolna rzeczywiście istniała w rzeczywistości głównego bohatera? Nie wiem. To jedna z tych historii, które mogą być interpretowane na wiele sposobów. Refleksyjna i dająca do myślenia. Książka niosąca jakieś przesłanie - a dla takiej warto poświęcić swój czas.

Za możliwość poznania Metalowej Dolnej dziękuję autorowi.

Komentarze

  1. Świetna historia :-)
    Pozdrawiam cieplutko, Ania :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, jak napisałaś, ta książka z jednej strony pobudza do refleksji, a z drugiej pozostawia wiele możliwości do interpretacji. Dla mnie to piękna historia również o miłości, wcale nie idealnej, ale pięknej i takiej ludzkiej, zwykłej. Wielka jak w filmach, ale jednocześnie normalna, jak w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe podejście do fabuły. Może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Autor zostawił pole do interpretacji. I to jest najlepsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie nie zawsze to lubię ;)

      Usuń
  5. Pięknie napisane, o czym już wiesz... :) To wartościowa książeczka, po którą warto sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam, ciekawa była ta ksiązka, dosyć oryginalna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książka czeka już na spotkanie, lubię kiedy wielość interpretacji za nią przemawia. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  8. lubię nieszablonowość dzieł:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie widzę jej w swoich łapkach :D Dla mnie zbyt... refleksyjna, czytam już chyba trzecią jej recenzję i nadal mówię nie :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie ta Metalowa Dolna zafascynowała najbardziej :) To z pewnością ciekawa i nietuzinkowa książka. Może nie w pełni się nią zachwyciłam, ale w autorze dostrzegam potencjał.

    OdpowiedzUsuń
  11. Z jednej strony kusi mnie to przesłanie, z drugiej jednak nie przepadam za kilkoma drogami interpretacji. Jeszcze się co do niej zastanowię :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O, uwielbiam takie książki i takie historie... Na pewno by mnie pochłonęła. Moze po nią sięgnę!

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie wiem, czy jestem gotowa na aż tak męską historię, ale podoba mi się podejście autora do tematu przepracowania żałoby. Wydaje mi się ono odrobinę innowacyjne i niesztampowe, a to ważne w świecie, w którym większość ludzi nie potrafi wyrażać uczuć.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie wiem, czy to książka dla mnie, ale ciekawy pomysł na połączenie przeżywania żałoby z siłownią - z czymś takim jeszcze się nie spotkałam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Przeczytałeś/aś posta? Wyraź swoje zdanie na jego temat w komentarzu, będzie mi bardzo miło:)

Usuwam spam oraz treści obraźliwe.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Dobry thriller nie jest zły. Karin Slaughter - Dobra córka [recenzja]

Samantha i Charlotte przeżyły prawdziwy horror - były świadkami, jak zamaskowani bandyci zastrzelili ich matkę. Tego, co tak naprawdę zdarzyło się podczas napadu na ich dom, nastolatki nie ujawniły. Każda z sióstr poszła w swoją stronę, Sam pracowała w Nowym Jorku, a Charlie została w rodzinnym miasteczku. Minęły lata, ale czas nie zagoił ran, rodzinna tragedia odcisnęła zbyt duże piętno, jednak siostry nie miały pojęcia, że nie tylko na nich. Co tak naprawdę stało się dwadzieścia osiem lat temu i ile osób dźwigało w związku z tym swój ciężar? Przez strzelaninę w szkole, której świadkiem była Charlotte, stare sekrety mają szansę ujrzeć światło dzienne.  (...) to, co nazywasz moją walką o podporządkowanie... nie jest walą o to, lecz o akceptację, na dodatek żarliwą. Może nawet radosną. Wyobraź mnie sobie z odsłoniętymi zębami w wiecznej pogoni za szczęściem. I w pełni uzbrojoną, ponieważ to droga pełna niebezpieczeństw.                                                                  …

John Donvan, Caren Zucker - Według innego klucza. Opowieść o autyzmie [recenzja]

Kontakt z drugim człowiekiem jest dla nas niezbędny, nie przez przypadek mówi się, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. W tych naszych ludzkich stadach obowiązuje określony sposób komunikowania się, pełen niuansów tak subtelnych, jak grymas twarzy czy ton głosu, ironia, sarkazm czy przenośnia, wzruszenie ramion, zerkanie na zegarek czy przestępowanie z nogi na nogę. Rozeznanie w nich i tak nie zawsze wystarczy, by móc się porozumieć - często trzeba do tego wczuć się w sytuację drugiego człowieka, przyjąć jego punkt widzenia. Oczywistości, prawda? Tak się składa, że jednak nie.
Dla nich autyzm był ja zamknięty pokój, do którego ciągle szukali klucza. Po raz pierwszy zdiagnozowany w 1943 roku, czyli stosunkowo niedawno. Dziś mówimy "zaburzenia ze spektrum autyzmu", kilkadziesiąt lat temu prędzej powiedzielibyśmy: beznadziejnie obłąkany. Jak daleka była droga od jednego do drugiego określenia w społeczeństwie? Co się wydarzyło od czasów, gdy rodzice pod presją otoczenia i na…

Bloglovin

Follow