Przejdź do głównej zawartości

Laura Adori - Przebudzenie Lukrecji [recenzja]


Lukrecja mieszka i pracuje we Włoszech. Zbliżająca się do czterdziestki kobieta postanawia całkowicie odmienić swoje życie - rzuca pracę i po wieloletniej nieobecności wraca do Warszawy. Zatrzymuje się tymczasowo u swojej przyjaciółki. Nie ma planu, no, może poza takim, że chciałaby wreszcie znaleźć blondynowatego mężczyznę, którego przepowiedziała jej włoska tarocistka. Nawet trafia się jeden kandydat, nic to, że włosy się nie zgadzają, ważne są chęci! Poza zaplanowanym romansem pojawia się też nieplanowany pomysł na apetyczny biznes. Co z tego wyniknie?
- My nigdy nie jesteśmy zanurzone na maksa w jednej chwili, w jednej rzeczy. Ciągle coś przewidujemy, przypuszczamy. To kobiece przekleństwo.
Wiem. Wiem, że część z Was po przeczytaniu opisu stwierdziła "ale to już było". No bo czy nie czytałyście już masy książek o "zmianie życia, rzuceniu pracy i nowym związku"? Uwierzcie mi, że Lukrecja, a raczej Laura Adori ma dla Was coś więcej niż schematyczną historyjkę o singielce pod czterdziestkę i jej zwariowanych przyjaciółkach również szukających miłości. I mimo sceptycyzmu, z którym podchodziłam do tej książki po dość niefortunnym spotkaniu z poprzednią lekturą od wydawnictwa, tym razem z ręką na sercu mogę napisać - polecam.

Lukrecja to kobieta pełna ciepła, patrząca z optymizmem na życie, gotowa na wszelkie zmiany, jakie ma dla niej w zanadrzu los. Świadoma siebie i swojego ciała, a także talentu kulinarnego, niepozbawiona kobiecości i seksapilu łączy swoje zalety, a z tej mieszanki powstaje blog, na którym obok przepisów pojawiają się też podpowiedzi, jak urozmaicić swoje życie erotyczne dzięki kuchni. Interesujący projekt szybko ewoluuje w bardziej konkretne kształty. Już za sam ten wątek i postać Lukrecji, dałabym książce solidną ocenę. Przekuwanie swoich mocnych stron w rzeczywiste korzyści, przy tym opisane w sposób wiarygodny i z polotem, zawsze są w literaturze w cenie, przynajmniej moim zdaniem. Ta opowieść to jednak nie tylko to.

Drugim atutem są przyjaciółki głównej bohaterki, Claudia i Wera, równie zakręcone, przebojowe i sympatyczne jak Lukrecja. Kiedy tylko zaczynały jakąś rozmowę, nieważne od jak prozaicznego tematu by nie wyszły, i tak poruszyły w niej tyle rozmaitych i niepowiązanych ze sobą wątków, że wprawiały mnie w podziw. Kobiety są mocno zafiksowane na punkcie numerologii, mody, zdrowego odżywiania i samorozwoju dość... szeroko pojętego (kto słyszał o kursie uwalniania miednicy?) Naprawdę można się było ubawić czytając o ich kolejnych pomysłach. Łącząca je relacja pełna wzajemnego wsparcia, dopingowania się i świetnego poczucia humoru to kolejny mocny punkt tego debiutu. Ale to wciąż jeszcze nie wszystko.

Skoro to obyczaj z nutką romansu, nie mogło zabraknąć i panów. A przegląd mężczyzn z perspektywy (prawie) czterdziestoletnich kobiet, no cóż, przynajmniej w pierwszym tomie nie nastraja mnie zbyt optymistycznie. Cezary, na którego napaliła nastawiła się Lukrecja nie był księciem z bajki, ale cóż to znaczy w obliczu motywacji w takiej kobiecie jak nasza bohaterka! Jej starania aby zbudować z nim związek to temat na osobną książkę, ale dobrze, że historia nie ogranicza się jedynie do wątku Cezarego. Mamy też kilka innych męskich przypadków, z którymi mierzą się nasze przyjaciółki. Czy kobietom uda się znaleźć odpowiednich mężczyzn, którzy zdołają dotrzymać im kroku?

Jeśli więc macie ochotę na klimatyczną obyczajówkę, w której pierwsze skrzypce grają temperamentne postaci, gdzie nie brakuje humoru, a ponad wszystkim unosi się seksapil połączony z inteligencją, sięgnijcie po tę książkę. Tym razem okładkowe sroki mogą czuć się bezpieczne - treść w pełni dorównuje pięknej oprawie.

cytat strona 36.

 Za przesłanie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu Lira.

Komentarze

  1. Fajnie, że fabuła nie jest taka schematyczna. Może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. chyba się skuszę na tą książkę mój blog

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam bardzo ciekawa książek tego wydawnictwa. Okładki rzeczywiście przykuwają uwagę srok okładkowych, takich jak ja ;-).
    Wygląda na to, że "Lukrecja" to sympatyczna i lekka opowieść. Może za jakiś czas po nią sięgnę, a na razie odpoczywam od literatury kobiecej :-).

    OdpowiedzUsuń
  4. Powinna mi się spodobać, może się na nią skuszę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie historie to raczej nie moja bajka, ale najważniejsze, że tobie się podobało :) Faktycznie po przeczytaniu opisu fabuły miałam wrażenie, że ten schemat już został wyeksploatowany, ale miło, że jednak nie do końca :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Laura Adori to pseudonim? Zestawiając to z tytułem i z fragmentem, że "na maksa" nie spodziewam się fajerwerków. Chyba nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. buhahahaha kurs uwalniania miednicy xd

    OdpowiedzUsuń
  8. Hmmm... no nie wiem. Chyba raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmmm... no nie wiem. Chyba raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmm, ciekawie wykreowane postacie i humor brzmi dobrze, ale jednak ten schemat powrotów, zaczynania nowego życia itd. to nic dla mnie. Unikam go jak ognia, w jakiejkolwiek wersji i wykonaniu by się nie pojawił. Ale super, że Ciebie książka nie zawiodła, bo to w końcu najważniejsze. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Brzmi przyjemnie ;) Trochę przypomina mi "Milaczka", więc chętnie przeczytam. Poza tym powieści obyczajowe z ciekawymi bohaterami zawsze są u mnie mile widziane :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak dawno mnie i u Ciebie nie było, że nawet nie widziałam, jak wiele sie U Ciebie zmieniło. Pięknie.
    Co do samej książki, tak sie składa, że ostatnio mam przesyt historiami z romanse w tle. Dlatego też, tytuł zapisuję i z pewnością sięgnę, bo widzę, że lektura wpisuje sie w mój gust.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wydaje się super na letnie wieczory. Może się i skusze :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nigdy nie łączyłam życia erotycznego z kuchnią :) może warto to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Idealna na wakacyjne wieczory... A ten kurs mnie rozbawil:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Książka przede mną, póki co odpoczywa na półeczce i czeka na swą kolej :) Ciekawa jestem, czy na mnie też wywrze pozytywne wrażenie? :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zapowiada się całkiem ciekawo, obyczajówka na lato :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Rozwiałaś ostatnim zdaniem wszystkie moje wątpliwości. Okładka już dawno rzuciła mi się w oczy, ale bałam się, że w środku zastanę jakieś lelum polelum.

    OdpowiedzUsuń
  19. Troszkę mnie zaciekawiła, jednak jakoś żeby specjalnie się za nią rozglądać to nie. Może kiedyś przeczytam. Zobaczy się co los wetknie w moje ręce :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Przeczytałeś/aś posta? Wyraź swoje zdanie na jego temat w komentarzu, będzie mi bardzo miło:)

Usuwam spam oraz treści obraźliwe.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Dobry thriller nie jest zły. Karin Slaughter - Dobra córka [recenzja]

Samantha i Charlotte przeżyły prawdziwy horror - były świadkami, jak zamaskowani bandyci zastrzelili ich matkę. Tego, co tak naprawdę zdarzyło się podczas napadu na ich dom, nastolatki nie ujawniły. Każda z sióstr poszła w swoją stronę, Sam pracowała w Nowym Jorku, a Charlie została w rodzinnym miasteczku. Minęły lata, ale czas nie zagoił ran, rodzinna tragedia odcisnęła zbyt duże piętno, jednak siostry nie miały pojęcia, że nie tylko na nich. Co tak naprawdę stało się dwadzieścia osiem lat temu i ile osób dźwigało w związku z tym swój ciężar? Przez strzelaninę w szkole, której świadkiem była Charlotte, stare sekrety mają szansę ujrzeć światło dzienne.  (...) to, co nazywasz moją walką o podporządkowanie... nie jest walą o to, lecz o akceptację, na dodatek żarliwą. Może nawet radosną. Wyobraź mnie sobie z odsłoniętymi zębami w wiecznej pogoni za szczęściem. I w pełni uzbrojoną, ponieważ to droga pełna niebezpieczeństw.                                                                  …

John Donvan, Caren Zucker - Według innego klucza. Opowieść o autyzmie [recenzja]

Kontakt z drugim człowiekiem jest dla nas niezbędny, nie przez przypadek mówi się, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. W tych naszych ludzkich stadach obowiązuje określony sposób komunikowania się, pełen niuansów tak subtelnych, jak grymas twarzy czy ton głosu, ironia, sarkazm czy przenośnia, wzruszenie ramion, zerkanie na zegarek czy przestępowanie z nogi na nogę. Rozeznanie w nich i tak nie zawsze wystarczy, by móc się porozumieć - często trzeba do tego wczuć się w sytuację drugiego człowieka, przyjąć jego punkt widzenia. Oczywistości, prawda? Tak się składa, że jednak nie.
Dla nich autyzm był ja zamknięty pokój, do którego ciągle szukali klucza. Po raz pierwszy zdiagnozowany w 1943 roku, czyli stosunkowo niedawno. Dziś mówimy "zaburzenia ze spektrum autyzmu", kilkadziesiąt lat temu prędzej powiedzielibyśmy: beznadziejnie obłąkany. Jak daleka była droga od jednego do drugiego określenia w społeczeństwie? Co się wydarzyło od czasów, gdy rodzice pod presją otoczenia i na…

Bloglovin

Follow