Przejdź do głównej zawartości

Oskar Salwa - Wernisaż [recenzja]


Marta obraca się w świecie sztuki zarówno zawodowo jak i prywatnie - pracuje w modnej galerii Arte Nuevo w Warszawie, a jej partnerem jest utalentowany, ale niedoceniany malarz Filip. Dotychczas to właśnie mężczyzna i jego twórcze zmienne nastroje nadawały kolorytu życiu Marty, ale i w galerii zapowiada się właśnie emocjonujący okres. Wernisaż wieńczący sezon ma być wyjątkowym wydarzeniem za sprawą tajemniczego Paco. Jakie sekrety skrywa ten mężczyzna? Czy ich poznanie naprawdę leży w interesie Marty? Gdzie w tym wszystkim jest miejsce Filipa?

Chciałam przeczytać coś lekkiego, niezobowiązującego, mającego swój własny klimat. Mam dość intensywny okres w życiu prywatnym więc szukam lektur, które nie wymagają ode mnie zbyt wiele wysiłku. Wernisaż zapowiadał się właśnie na tego typu historię - ciekawy opis, artystyczna otoczka i Marta, u której według blurbu zapowiadała się całkowita zmiana w życiu. A co z tego wyszło?

Przewidywania

Nie byłam zachwycona pierwszą połową lektury, ale miałam nadzieję, że te kilka pozaczynanych wątków w dalszej części rozwinie się w jakąś bardziej rozbudowaną całość. Niestety, historia jest do bólu przewidywalna. Nie oczekuję od obyczajówki zbyt zawiłej fabuły, naprawdę rozumiem, że to nie zagadka jest w tej historii najważniejsza, ale jeśli już przed połową książki wiem jak ona się skończy, to doprawdy chyba nawet jak na obyczaj jest to ciut za wcześnie. Żeby tylko to stanowiło problem...

Kogo tu mamy?

Przejdźmy do bohaterów. Nie lubisz, kiedy jest zbyt wiele postaci, a Ty gubisz się w ich wzajemnych relacjach? Wernisaż oferuje Ci co prawda kilka imion z przypisanymi do nich jakimiś cechami charakteru, ale bez obaw, połapiesz się kto jest kim. Mamy Martę zalatującą trochę merysujką: tak piękna, że ogląda się za nią nawet homoseksualna koleżanka, tak cudowna, że nachwalić się jej nie mogą dosłownie wszyscy znajomi i nieznajomi. Jest Filip "artysta", czyli po prostu egocentryk i bufon, jest i Paco, nasz człowiek zagadka, który w zasadzie jest całkowitym przeciwieństwem tajemniczego mężczyzny. Pojawia się też trochę bohaterów drugo i trzecioplanowych, nie ma za to nikogo z charyzmą, poczuciem humoru, osobowością choć trochę bardziej złożoną, o kim chciałoby się czytać. Przynajmniej ja nikogo takiego nie znalazłam.

I jeszcze to...

Co do stylu, w jakim napisana jest ta książka... Według mnie można go zobrazować tak: Tekst pisany w ten sposób. Kilka zdań pod rząd. Aż proszą się o przecinek. Albo o spójnik. Wręcz błagają. No dobra, teraz jest nieco dłuższe zdanie, zaszalejmy, dajmy nawet trzy przecinki. I tak dalej. Mnie się takie teksty czyta po prostu źle. Nie twierdzę, że tak jest cały czas, ale podobnych fragmentów jest za dużo, by nie rzucały się w oczy. Oddając sprawiedliwość, mimo wszystko lektura poszła mi szybko i sprawnie, choć podejrzewam o to jej nieskomplikowaną fabułę i dość pokaźną czcionkę. Wyłapałam też kilka nie do końca realistycznych rozwiązań fabularnych, jak choćby gra w tenisa z kontuzjowanym barkiem. Nawet zakładając, że rakietę trzyma się w drugiej ręce, to się po prostu nie klei tym bardziej, że o tej kontuzji wzmianki pojawiają się jeszcze po tym nieszczęsnym turnieju. O innych podobnych kwiatkach nawet nie będę pisać.

Chcę coś poczuć

Emocje, to właśnie ich szukam w literaturze kobiecej. Chcę czuć smutek bohaterki, przeżywać jej rozterki, wahania i niepokoje. Chcę się złościć na tych głupich mężczyzn, zauroczyć tymi wartymi uwagi, zamyślić nad losem zakręconej staruszki, polubić dobrą koleżankę i wkurzyć się na głupią, złą szefową. W Wernisażu były okazje, by te emocje poczuć, nie stały się jednak moim udziałem. Podobnie z artystycznym klimatem galerii, o gorączce przygotowań do wernisażu nie wspomnę - tego w tej książce nie odnalazłam. Jedynie wątek mieszkania pod jednym dachem z artystą podobnym do Filipa był w miarę przekonujący. Pojawiające się zwroty fabularne aż prosiły, by się przy nich dłużej zatrzymać, dać im wybrzmieć, zainteresować czytelnika. Gdyby nad nimi popracować, książka mogłaby się obronić. Tak samo rzecz ma się z zakończeniem całej historii. Mimo że nie było dla mnie zaskoczeniem, zostało przedstawione tak nagle, bez wystarczającego umotywowania, że zostawiło mnie skonsternowaną.

Jest negatywnie, jest krytycznie, ale nie zamierzam ukrywać, że się po prostu rozczarowałam. Nawet podchodząc z niewygórowanymi oczekiwaniami nie dostałam tego, czego można się było spodziewać po opisie. Szkoda, bo historia miała swój potencjał. Może na blogu tego nie widać, ale przez moje ręce przeszły naprawdę setki książek z tego gatunku, lepszych i gorszych. Wernisaż na ich tle wyróżnia się jedynie piękną oprawą.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Lira.

Komentarze

  1. Przyznaję, że trochę się obawiam lektury tej książki, która czeka na swą kolej na półce. Bardzo skrajne opinie o niej... Cóż... Niebawem się przekonam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że zabrakło emocji i lektura jest tak przewidywalna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wielkie rozczarowanie Cię spotkało. Nie mam tej książki w planach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że się rozczarowałaś i straciłaś czas, oby następna lektura okazała się lepsza :) Ja chyba za nią podziękuję

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej po tę książkę nie sięgnę.
    Pozdrawiam
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Książka przeciętna, ale za to zdjęcie jakie piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Och zmiażdżyłaś tę książkę :P Szkoda, że wydawnictwo debiutuje czymś, co nie do końca jest dobre. Oprawa graficzna mnie urzekła, a jestem jak książkowa sroka i kupuję :po okładce". Będziesz recenzować jakąś ich kolejną książkę?
    PS. I co to u licha jest "merysujka"?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Razem z Wernisażem przyszła jeszcze jedna książka, zobaczymy jak to będzie;) a merysujka to jest bohaterka, która jest najpiękniejsza, najmądrzejsza, najukochańsza, i od której często zależą losy świata:) wpisz w Google, jest tego pełno;) Marta tylko troszkę pod ten typ podchodzi, na szczęście;)

      Usuń
    2. A i jeszcze jedno - wiesz, są już też pozytywne opinie o tej książce. Także komuś się jednak podobała, ja nie polecam, ale może inni Cię zachęcą :p

      Usuń
  8. Czytałam. Mi się podobało, aczkolwiek osobiście nastawiałam się na lekką i przyjemną lekturę i taką właśnie otrzymałam.

    Pozdrawiam, a w wolnej chwili zapraszam do siebie na recenzje tej książki zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, czytałam Twoją recenzję:) Dobrze, że Tobie się spodobała:)

      Usuń
  9. Widzę, że Ty też nie trafiłaś na lekką, ale dobrze napisaną obyczajówkę. A szkoda, bo ta okładka, tytuł i cała artystyczna otoczka, którą obiecuje wydawnictwo nawet mogłaby mnie skusić. Dzięki Twojej recenzji wiem, że niewiele mnie ominie, jeśli sobie ją odpuszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobrze, że ostrzegasz, bo pewnie zniechęciłabym się do czytania na kilka dni, gdyby w moje ręce trafiła tego typu powieść. Od obyczajówek również oczekuję mnóstwa emocji i nie znoszę, kiedy autorzy idą na łatwiznę.

    OdpowiedzUsuń
  11. przeciętniaczek... nie lubię takich

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojj, ale to złe. ;/ Przyznam, że już po nakreśleniu fabuły coś takiego przewidywałam, ale wiadomo, czasami można się miło zaskoczyć. Tu niestety coś poszło nie tak. ;/ Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  13. My, faceci nie potrafimy rozmawiać o uczuciach. Nie umiemy też o nich pisać. Przeciętnie utalentowana kobieta rozsmaruje nas po podłodze w 3 zdaniach (polecam Zabuzko). Wygląda na to, że autor się na to porwał i zderzył ze ścianą (nie czytałem, piszę na podstawie recenzji mojej sympatycznej i pięknej przyjaciółki - mogę tak Dorotko?). Dlatego ja, choć uwielbiam uczucia w książkach, staram się dać z siebie coś więcej, coś innego (np. kawałek wiedzy historycznej).
    Wzruszył mnie ten apel recenzentki - chcę coś poczuć! Ech, my faceci. Jak my nie rozumiemy kobiet!

    OdpowiedzUsuń
  14. Szkoda, że rozczarowuje, a przez brak emocji nie sięgnę po książkę.

    OdpowiedzUsuń
  15. Hmm... A mogło być tak pięknie. wszelkie powieści z motywem sztuki od razu mnie przyciągają. A tu niestety taki niewypał mały :( wielka szkoda. Ja również szukam emocji w literaturze, kobiecą czytam niezbyt często, więc musi być naprawdę dobra jak już po nią sięgnę.
    no może nie tym razem ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj, książki nie przeczytam, jestem na nie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. W takim razie ja stanowczo podziękuję. Na chwilę obecną mam dość tak przewidywalnych książek.

    OdpowiedzUsuń
  18. Zatem skoro nie zachęcasz, to nie będę się za nią specjalnie rozglądać :) Choć przewidywalność jako tako mi nie przeszkadza w książkach to jednak gdy ktoś mówi o braku emocji przy czytaniu, to odwraca moją uwagę od książki :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Okładka mnie zaczarowała ale czytając Twoją recenzję, wyleciało ze mnie powietrze. Szkoda, że obiecują a nic z tego nie wychodzi.

    OdpowiedzUsuń
  20. Jeszcze nie czytałam, nie wiem czy po Twojej opinii po nią zasięgnę, ale może jednak powinnam dać jej szansę... Sama nie wiem..

    Pozdrawiam ♥
    Hania http://nie-oceniam-po-okladkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Widać, że potencjał na ciekawą historię został zwyczajnie zmarnowany. Sama przewidywalność mnie nie martwi, w obyczajówkach często już na samym początku można wysnuć finalny obraz, ale niepokoją mnie te konstrukcje zdań i kwestie przecinków, zawsze zwracam na to uwagę. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Przeczytałeś/aś posta? Wyraź swoje zdanie na jego temat w komentarzu, będzie mi bardzo miło:)

Usuwam spam oraz treści obraźliwe.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Dobry thriller nie jest zły. Karin Slaughter - Dobra córka [recenzja]

Samantha i Charlotte przeżyły prawdziwy horror - były świadkami, jak zamaskowani bandyci zastrzelili ich matkę. Tego, co tak naprawdę zdarzyło się podczas napadu na ich dom, nastolatki nie ujawniły. Każda z sióstr poszła w swoją stronę, Sam pracowała w Nowym Jorku, a Charlie została w rodzinnym miasteczku. Minęły lata, ale czas nie zagoił ran, rodzinna tragedia odcisnęła zbyt duże piętno, jednak siostry nie miały pojęcia, że nie tylko na nich. Co tak naprawdę stało się dwadzieścia osiem lat temu i ile osób dźwigało w związku z tym swój ciężar? Przez strzelaninę w szkole, której świadkiem była Charlotte, stare sekrety mają szansę ujrzeć światło dzienne.  (...) to, co nazywasz moją walką o podporządkowanie... nie jest walą o to, lecz o akceptację, na dodatek żarliwą. Może nawet radosną. Wyobraź mnie sobie z odsłoniętymi zębami w wiecznej pogoni za szczęściem. I w pełni uzbrojoną, ponieważ to droga pełna niebezpieczeństw.                                                                  …

John Donvan, Caren Zucker - Według innego klucza. Opowieść o autyzmie [recenzja]

Kontakt z drugim człowiekiem jest dla nas niezbędny, nie przez przypadek mówi się, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. W tych naszych ludzkich stadach obowiązuje określony sposób komunikowania się, pełen niuansów tak subtelnych, jak grymas twarzy czy ton głosu, ironia, sarkazm czy przenośnia, wzruszenie ramion, zerkanie na zegarek czy przestępowanie z nogi na nogę. Rozeznanie w nich i tak nie zawsze wystarczy, by móc się porozumieć - często trzeba do tego wczuć się w sytuację drugiego człowieka, przyjąć jego punkt widzenia. Oczywistości, prawda? Tak się składa, że jednak nie.
Dla nich autyzm był ja zamknięty pokój, do którego ciągle szukali klucza. Po raz pierwszy zdiagnozowany w 1943 roku, czyli stosunkowo niedawno. Dziś mówimy "zaburzenia ze spektrum autyzmu", kilkadziesiąt lat temu prędzej powiedzielibyśmy: beznadziejnie obłąkany. Jak daleka była droga od jednego do drugiego określenia w społeczeństwie? Co się wydarzyło od czasów, gdy rodzice pod presją otoczenia i na…

Bloglovin

Follow