Przejdź do głównej zawartości

Nie zaiskrzyło. Przemysław Garczyński - Kelner [recenzja]


W Poznaniu zostaje zamordowany kibic Legii Warszawa, a na miejscu zbrodni widnieje napis: "Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie". W niedługim czasie zostają znalezione kolejne zwłoki. Czy w Poznaniu grasuje seryjny morderca? Którym tropem powinni podążyć śledczy - sportowym, związanym z literaturą czy tym kierującym ku obrzędom pogrzebowym wikingów? Poznańscy policjanci wraz z warszawskim partnerem nie będą mieli łatwego zadania.

Książka ciekawiła mnie od dłuższego czasu, w okolicach premiery było o niej całkiem głośno. Rozgłosowi na pewno sprzyjał fakt, że autorem Kelnera jest bloger - Przemysław Garczyński to 3telnik, którego pewnie spora część książkoholików w jakiś sposób kojarzy.  Ten tytuł to jego debiut literacki. 

Policja a policja w kryminale

Czy od kryminału można wymagać, by bezwzględnie odzwierciedlał pracę policjantów? Według mnie nie. Zwracam na to uwagę, ponieważ w posłowiu autor zaznaczył, że pisząc swoją książkę zapewne złamał trochę schematów pracy policji, i że w większości było to zamierzone. Tak jak nie uważam, żeby autor nie miał prawa budowania fabuły w sposób, jaki mu się podoba, tak jestem zdania, że czytelnikowi nie zawsze ten sposób musi przypaść do gustu. Chyba już wiecie, jak było w moim przypadku.

O tym, jak utrudnić sobie pracę.

Nie mogę zagłębiać się w szczegóły dotyczące pracy poznańskich policjantów z kart tej powieści, by nie zaspoilerować przypadkiem, w którą stronę podążało śledztwo, ale nie byłam co do ich sposobów na szukanie mordercy przekonana. Zdaję sobie sprawę, że w prawdziwym życiu rzadko kiedy bywa jak w kryminałach, a śledczy nie wpadają raz po raz genialnie  na właściwe tropy, ale w tym przypadku mieliśmy podobno do czynienia z bardzo głośną sprawą, w której było "trochę" niedopatrzeń. Zapewne były one potrzebne, by fabuła mogła pójść w obranym przez autora kierunku (zresztą bardzo ciekawym), ale mnie to nie przekonało. W ten sposób bohaterowie z Komendy Wojewódzkiej stali się dla mnie uosobieniem jakiejś dziwnej krótkowzroczności, nie podejmowali pewnych działań lub podejmowali je grubo poniewczasie, i tylko dlatego to śledztwo miało taki a nie inny przebieg. Morderca nie musiał się nawet wysilać, policjanci sami dali radę utrudnić sobie pracę.

Bohaterowie, dialogi i zainteresowanie śledztwem - trzy razy nie.

Choć fabuła kręci się wokół śledztwa, i to na nim skupiamy w większości uwagę, rzućmy okiem na bohaterów. Skoro nie zachwycili jako stróże prawa, to może chociaż ujęli mnie osobowością? Początek naszej znajomości był niezbyt korzystny, dobrą chwilę minęło, nim przypisałam nazwiska do funkcji i charakterów. Niestety, bohaterowie na pierwszych stronach mi się po prostu zlewali i może to jest powodem, dla którego żadna z postaci nie wywarła na mnie większego wrażenia. Co do dialogów -  w momentach, w których miały być zabawne, no cóż, mnie nie rozśmieszyły. Krótką bądź co bądź książkę czytałam przez trzy dni, co w moim przypadku oznacza, że język i styl autora nie podszedł mi, i nie ułatwiał lektury w żaden sposób. Choć śledztwo było wielowątkowe i mogłoby mnie zaangażować w szukanie mordercy, od pewnego momentu czytałam Kelnera tylko po to, by go dokończyć i móc napisać o nim opinię, w innym przypadku po prostu odłożyłabym książkę jeszcze przed połową. Kto był mordercą? Nie za bardzo mnie to ciekawiło, ale po dobrnięciu do końca doceniłam pomysł autora. Jest tylko jedno, za to duże  "ale" - do jego realizacji była potrzebna nieporadna praca policji, więc ostatecznie nie dał rady mnie do tej książki przekonać.

Podsumowując, nie wciągnęłam się w śledztwo, nie polubiłam policjantów, nie wypatrywałam mordercy, ani nawet nie czytało mi się tej książki lekko. Czy uważam zatem, że nie warto po Kelnera sięgnąć? Bardziej skłaniałabym się ku stwierdzeniu, że nie było między mną a książką żadnej chemii - tak bywa, czasem po prostu nie zaiskrzy i nie ma w tym niczyjej winy.  Czy z Wami będzie tak samo, musicie sprawdzić we własnym zakresie.

Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu Novae Res.


Komentarze

  1. Szkoda, że "nie zaiskrzyło". Hm sama ostatnio bardzo często trafiam na książki, których bohaterowie mi się okropnie zlewają. Bardzo nie lubię takich sytuacji w czasie czytania. Co najdziwniejsze, coś takiego spotykam u całkiem niezłych autorów, natomiast u tych gorszych wszyscy są tak płascy i jednowymiarowi, że stają się bardziej rozpoznawalni. O ironio :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że nie zaiskrzyło ;) Ja raczej po nią nie sięgnę, bo to i tak nie mój gatunek, kryminałów czytam tyle co nic, a jak już się na jakiś zdecyduję to musi mnie mocno do siebie przekonać nie tylko opisem, ale i pozytywnymi opiniami o nim. W tym wypadku więc odpada zapoznanie się z książką :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam kryminały, jednak ten mnie zniechęcił. Jezeli fabula i sledztwo mnie nie wciągnie, jak w tym przypadku Ciebie, to klapa... Chemia musi być.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ta książka wzbudza zainteresowanie, bo jest napisana przez blogera. Mimo to czuję do niej jakąś rezerwę i nie dodałam jej do swojej czytelniczej listy.
    Jeżeli Ty męczyłaś się tą lekturą i dokończyłaś ją z obowiązku, to dla mnie znak, że intuicja w tym przypadku dobrze mi podpowiadała ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na pewno nie sięgnę po tę książkę. Kompletnie nie w moim guście ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po kryminały sięgam od czasu do czasu, ale zapewne i na ten przyjdzie kolej aby wyrobić swoje zdanie.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że się zawiodłaś - zwykle książki tego wydawnictwa Ci odpowiadają. Ale właściwie autor zawalił sprawę w większości aspektów, które trzymają kryminał w kupie. Więc w sumie nie ma się czemu dziwić ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz już, że jestem na nie, więc napiszę tylko, że szkoda, że mając ciekawy pomysł na fabułę, nie wykorzystuje się go w pełni i serwuje jedynie słabą, naciąganą historię. ;/

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że jego debiut jest tak rozczarowujący. Miałem już tę książkę w łapce w księgarni i miałem kupować, lecz zawahałem się :) I bardzo dobrze że nie kupiłem. To znaczy że intuicja jeszcze działa :)

    Pozdrawiam
    mowmikate

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciężko czyta się tekst przepełniony takim rozczarowaniem. Wielka szkoda, że nie możemy trafiać tylko na wyjątkowe i pasjonujące tytuły :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda, że książka ostatecznie wypadła słabo. Zauważyłaś, że postępowanie powieściowego śledztwa pozostawia wiele do życzenia,a więc nie ma co po tę historię sięgać. Dziękuję za przestrogę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czasem tak bywa choć jest to przykre - ma się tę świadomość straconego czasu :)
    Nie przejmuj się - nie Ty jedyna. "Szkoła żon" to był niewypał tego miesiąca ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. O kurde, szkoda, że ci się nie spodobała... Ale ja i tak mam na nią ochotę. Może przez ten tytuł? Sama byłam kelnerką... Tak, pewnie dlatego. :D Aż zaopatrzę się w nią na Targach w Październiku. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie lubię za bardzo książek tego wydawnictwa, więc po ,,Kelnera" też nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Przeczytałeś/aś posta? Wyraź swoje zdanie na jego temat w komentarzu, będzie mi bardzo miło:)

Usuwam spam oraz treści obraźliwe.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Dobry thriller nie jest zły. Karin Slaughter - Dobra córka [recenzja]

Samantha i Charlotte przeżyły prawdziwy horror - były świadkami, jak zamaskowani bandyci zastrzelili ich matkę. Tego, co tak naprawdę zdarzyło się podczas napadu na ich dom, nastolatki nie ujawniły. Każda z sióstr poszła w swoją stronę, Sam pracowała w Nowym Jorku, a Charlie została w rodzinnym miasteczku. Minęły lata, ale czas nie zagoił ran, rodzinna tragedia odcisnęła zbyt duże piętno, jednak siostry nie miały pojęcia, że nie tylko na nich. Co tak naprawdę stało się dwadzieścia osiem lat temu i ile osób dźwigało w związku z tym swój ciężar? Przez strzelaninę w szkole, której świadkiem była Charlotte, stare sekrety mają szansę ujrzeć światło dzienne.  (...) to, co nazywasz moją walką o podporządkowanie... nie jest walą o to, lecz o akceptację, na dodatek żarliwą. Może nawet radosną. Wyobraź mnie sobie z odsłoniętymi zębami w wiecznej pogoni za szczęściem. I w pełni uzbrojoną, ponieważ to droga pełna niebezpieczeństw.                                                                  …

John Donvan, Caren Zucker - Według innego klucza. Opowieść o autyzmie [recenzja]

Kontakt z drugim człowiekiem jest dla nas niezbędny, nie przez przypadek mówi się, że człowiek jest zwierzęciem stadnym. W tych naszych ludzkich stadach obowiązuje określony sposób komunikowania się, pełen niuansów tak subtelnych, jak grymas twarzy czy ton głosu, ironia, sarkazm czy przenośnia, wzruszenie ramion, zerkanie na zegarek czy przestępowanie z nogi na nogę. Rozeznanie w nich i tak nie zawsze wystarczy, by móc się porozumieć - często trzeba do tego wczuć się w sytuację drugiego człowieka, przyjąć jego punkt widzenia. Oczywistości, prawda? Tak się składa, że jednak nie.
Dla nich autyzm był ja zamknięty pokój, do którego ciągle szukali klucza. Po raz pierwszy zdiagnozowany w 1943 roku, czyli stosunkowo niedawno. Dziś mówimy "zaburzenia ze spektrum autyzmu", kilkadziesiąt lat temu prędzej powiedzielibyśmy: beznadziejnie obłąkany. Jak daleka była droga od jednego do drugiego określenia w społeczeństwie? Co się wydarzyło od czasów, gdy rodzice pod presją otoczenia i na…

Bloglovin

Follow