Przejdź do głównej zawartości

Fleur Daugey - Sekrety Zwierząt [recenzja]


Szczerze mówiąc, Sekrety zwierząt nie były na mojej liście tytułów, które koniecznie chciałabym przeczytać. Może ujmę to inaczej - niekoniecznie chciałam przeczytać je dla samej siebie. Mam w domu prawie dziewięcioletnią pasjonatkę, która wręcz pochłania wszelkie ciekawostki o zwierzętach, nikogo więc chyba nie zdziwi, że matka chciała się choć trochę podszkolić i błysnąć przed córką niecodzienną wiedzą. Czy ta książeczka mi w tym pomogła?

Jeśli miałabym opisać ten tytuł jednym słowem, byłoby to "zadziwiający". Takiej ilości informacji, ciekawostek i anegdot podanych w wyjątkowo przystępnej formie nie spotkałam dotąd w żadnej innej książce (łącznie z tymi, które kupuję dla córki). Niewielka objętościowo książeczka mieści ich w sobie ponad 300. Nie są poukładane tematycznie, gatunkowo czy według jakiegokolwiek innego klucza. Mnie to nie przeszkadzało, niespiesznie przewracałam strony i po prostu czytałam anegdotę za anegdotą, nie wiedząc, o jakim zwierzęciu będę dowiadywała się czegoś więcej za chwilę. W moim przypadku świetnie się to sprawdziło, coś czuję, że gdybym miała dział zatytułowany na przykład "pajęczaki", na pewno bym go opuściła, a tak, wzięta znienacka, coś tam o tych nieszczęsnych pająkach siłą rzeczy przeczytałam.

O części z tych ciekawostek wiedziałam dzięki córce już wcześniej, ale zdecydowana większość informacji z tego tytułu była dla mnie nowością. Co ważniejsze, książka nie przypomina jakiegoś podręcznika do biologii - jest napisana lekko, przystępnie, nierzadko w sposób humorystyczny. Przy lekturze śmiałam się, dziwiłam, podziwiałam przebiegłość i spryt zwierząt, ale też na przykład krzywiłam z obrzydzenia. Biorąc pod uwagę moje zamiłowanie do historii nie dziwi fakt, że dla mnie faworytem tej książki jest fragment o procesach sądowych, które w przeszłości były wytaczane... zwierzętom. Jesteście w stanie wyobrazić sobie proces przeciwko gąsienicom czy objęte ekskomuniką pijawki? Ja próbowałam, ale nie dałam rady. Podobnie jak zwierząt z więcej niż jedną... pochwą.

Czy książka o zwierzętach automatycznie kierowana jest do dzieci? Według mnie nie do końca. Choć pozwoliłam ją czytać córce, to jestem zdania, że rodzic sam powinien zdecydować, czy Sekrety zwierząt są odpowiednie jako samodzielna lektura dla jego dziecka. To nie jest opowieść o słodkich kotkach czy innych miłych zwierzątkach,  przyroda bywa czasem bezwzględna i Fleur Daugey pisze również i o tym. Ale już do wspólnego, rodzinnego czytania, kiedy rodzic malucha może na bieżąco kontrolować czytaną treść, tytuł nadaje się jak najbardziej.

Sekrety zwierząt to przepięknie wydana pozycja, wzbogacona o ilustracje, fragmenty wierszy, cytaty czy linki do stron, z których można dowiedzieć się o danym zagadnieniu nieco więcej. Dla mnie lektura okazała się strzałem w dziesiątkę, mogłam zaskoczyć córkę nowymi ciekawostkami i zdobyć parę punktów w grze w rodzica. A Ty, masz zamiar złapać trop i podążać za śladami?:)

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Literackiemu.

Komentarze

  1. Może to nie jest pozycja, którą muszę mieć natychmiast u siebie, ale to już któraś z kolei jej recenzja, którą czytam i jestem jej coraz bardziej ciekawa :) Czasami i mnie najdzie ochota, żeby dowiedzieć się czegoś o jakimś zwierzęciu i wtedy przekopuję internet wzdłuż i wszerz (za dużo wolnego czasu). Tak więc liczę na to, że kiedyś ta książka wpadnie i w moje ręce ;)

    Widzę trochę zmian na blogu :) Bardzo podoba mi się taka subtelna odsłona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie ta książeczka powinna przypaść Ci do gustu :)

      A dziękuję, mnie też ten wściekły orendż już przestał pasować, teraz rzadzi róż:D

      Usuń
  2. Tym razem nie jest to tytuł po który chcę sięgnąć.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książki o zwierzętach ostatnio świetnie się sprzedają ;) pełno ich w wydawnictwach i na półkach księgarń. Nie powiem, bym chciała od razu ją przeczytać, bo chyba ten etap ciekawości mam za sobą. Ale strasznie cieszy mnie to, że Twoja córka tak się w to wciągnęła. Pamiętam, że dużo jej czytasz i dbasz o to, by pochłaniała jak najwięcej informacji i piękna literatury. Wychodzi na to, że rośnie Ci mol książkowy;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie jest szał zwierzęcy i roślinny w literaturze:) Gdyby nie moja Karola, też bym raczej nie sięgnęła, ale nie żałuję czasu poświęconego na książkę. Fajna jest;)

      A mol rośnie rośnie :)

      Usuń
  4. Powoli zaczynam reagować wysypką na wszechobecne sekrety drzew, roślin, a nawet krów. Ale do tej książki mnie przekonałaś. Brzmi bardzo zachęcająco. Rzeczywiście sprytne, że nie ma podziału gatunkowego (też mogłabym chcieć ominąć pajęczaki czy gady).
    A procesy sądowe przeciwko zwierzętom brzmią intrygująco. Od razu przypomniałam sobie dość świeżą historię procesu o prawa autorskie do selfie małpy :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. W sumie niewiele wiem o zwierzętach i jakoś szczególnie się nimi nie interesowałam a już na pewno nie interesowałam się sprawami poruszanymi w tej książce. Mimo to myślę, że z zainteresowaniem przewracałabym kolejne strony :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Takie pozycje to ja lubię zazwyczaj :) teraz niestety stronię od "zwierzęcych" książek :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książki tego typu wydają mi się niezwykle ciekawe, ale aż robi mi się niedobrze, kiedy widzę kolejny tytuł w stylu "Sekrety...". Aż za dużo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio takie książki są modne i przyznam, że mnie jakoś ta moda nie porwała szczególnie, ale super, że są faktycznie wartościowe i można się z nich dowiedzieć czegoś nowego, czym można "błysnąć w towarzystwie", lub właśnie przy dziecku, które łaknie takich ciekawostek. ;) Jest cała masa książek, która niby właśnie ma być o sekretach, a potem okazuje się, że 90% informacji jest już powszechnie znana, więc tutaj zdecydowanie książka dostaje plusa za dobór ciekawych informacji. ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój chrześniak często pyta mnie o różne zwierzęta lub sam o nich opowiada. Taka książka mogłaby nam pomóc w wzajemnych relacjach :)

    OdpowiedzUsuń
  10. "Sekrety zwierząt" to faktycznie przepięknie wydana pozycja, której lektura jest czystą przyjemnością. Każda strona może zachwycić zarówno dorosłych czytelników, jak i maluchy, które interesują się światem. Przyłączamy się do poleceń i zdecydowanie łapiemy trop! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Brzmi naprawdę nieszablonowo a ja lubię takie książki :D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Przeczytałeś/aś posta? Wyraź swoje zdanie na jego temat w komentarzu, będzie mi bardzo miło:)

Usuwam spam oraz treści obraźliwe.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Katarzyna Marciszewska - Wiedźmy Himmlera [recenzja przedpremierowa, patronat]

Profesor Małgorzata Staroń-Matuszewska badała największy zbiór dokumentów masońskich w Europie, przechowywany w okolicach Poznania. Czy to z tego powodu została brutalnie zamordowana? Dlaczego zabójca pochował ją według zasad starożytnej religii? Co wspólnego  ma z tym wszystkim tajemnicze H-Sonderkommando utworzone przez samego Heinricha Himmlera? Zanosi się na to, że śledczy Roger Kalita nie będzie miał przy tej sprawie łatwego zadania.
Jak dobrze wiemy, na rynku nie brakuje książek inspirowanych historią, wszystkimi jej blaskami i cieniami. Lubimy czytać o światowych spiskach, podejrzanych organizacjach czy tajnych dokumentach przechowywanych gdzieś tam, w dalekim świecie, ale bywa, żeintrygujące tematy mogą być całkiem blisko i długo czekać na czyjeś zainteresowanie. Kto z Was wiedział, że to właśnie w Polsce znajduje się tak niesamowity zbiór dokumentów o masonach, a wśród nich te dotyczące procesów czarownic z całego świata, zbieranych na polecenie Heinricha Himmlera? Ten temat…

Suzanne O'Sullivan - Wszystko jest w twojej głowie [recenzja]

Z tych nerwów aż mnie głowa rozbolała. Popatrz, jak drżą mi ręce. Uspokój się, cała się trzęsiesz! Zarumieniłaś się! - Wszyscy tego kiedyś doświadczyliśmy. Organizm każdego człowieka reaguje na stres, to powszechnie znany fakt, somatyzujemy wszyscy. Ale nie każdy z nas wie, do jakiego stopnia umysł potrafi przekuć stres w dolegliwość. Często nie jesteśmy świadomi, że zamiast drżenia rąk można dostać drgawek, paraliżu, stracić wzrok... Jak pisze autorka, możemy pomyśleć o dowolnej dolegliwości fizycznej i mieć niemal pewność, że gdzieś na świecie jest osoba, której mózg wyprodukował taki objaw. Dlaczego tak się dzieje?
Empatyczna lekarka przedstawia nam historię swoich siedmiu pacjentów, którzy cierpieli z powodu zaburzeń psychosomatycznych*, co oznacza, że ich ciężkie dolegliwości fizyczne nie miały przyczyn organicznych. To naprawdę wstrząsające, chwytające za serce opowieści o walce z chorobą, której przyczyn pacjenci doktor O'Sullivan szukali nieraz latami. Chorobą doszczętnie …

Bloglovin

Follow