Mario Puzo - Ojciec chrzestny [recenzja]


Don Vito Corleone stoi na czele jednej z kilku nowojorskich Rodzin mafijnych. Jego imperium władzy zbudowane na sieci zależności, szacunku otoczenia podszytym strachem i podziwie dla jego inteligencji w roku 1945, zdawało się wciąż rosnąć w siłę. Do czasu, gdy don odmówił innej Rodzinie pomocy przy rozwijaniu biznesu narkotykowego. Status quo stał się przeszłością. Michael, syn, który nie chciał mieć z nieczystymi interesami ojca nic wspólnego, staje się ostatnią deską ratunku dla wszystkich spod znaku Corleone. Czy ma jakiekolwiek szanse w tej nierównej walce nie tylko z wrogami don Vita, ale przede wszystkim z własnymi przekonaniami?

Przez cały czas trwania powieści, przez te 10 lat akcji, doliczając do tego retrospekcje z przeszłości ojca chrzestnego, we wszystkich miejscach jej trwania - czy to w Nowym Jorku, Hollywood, Las Vegas czy maleńkiej sycylijskiej wiosce - praktycznie nie wychylamy głowy poza mafijną strukturę, a nawet jeśli mamy okazję rzucić okiem na świat zewnętrzny to tylko po to, by zobaczyć, jak bardzo jest nam potrzebny don Vito. Tylko on i jego Rodzina gwarantuje sprawiedliwość, bezpieczeństwo, pomoc w potrzebie i ochronę w tym złym, zepsutym, skorumpowanym świecie. W zamian Corleone chciałby tylko naszej przyjaźni, przyjaciela przecież nie zostawia się w biedzie, prawda? On też kiedyś może potrzebować drobnej przysługi, więc chętnie pomoże, wesprze, ochroni, zapewni bezpieczeństwo. Kiedyś może, ale tylko może, zwróci się z prośbą do nas. Jest tylko jeden haczyk - prośbie don Vita, naszego przyjaciela, nie można odmówić.
"A teraz przychodzisz do mnie i powiadasz: donie Corleone, proszę o sprawiedliwość. I nie prosisz z uszanowaniem. Nie ofiarujesz mi swej przyjaźni. Przychodzisz do mojego domu w dzień ślubu mojej córki i prosisz mnie o dokonanie morderstwa, i mówisz - tu głos dona stał się szyderczym przedrzeźnianiem - zapłacę, ile pan zechce."
Akcja rozpoczyna się ślubem córki dona, po drodze mamy niemało narodzin, chrztów, matek z dziećmi czekającyh gdzieś w domu, ale paradoksalnie rodziny jako takiej jest w tym włoskim mafijnym świecie jak na lekarstwo. Ciężko oprzeć się wrażeniu, że dla tych mężczyzn liczyła się przede wszystkim Rodzina, to mafia była dla nich na pierwszym miejscu. Ważna była władza, zasady, lojalność, pieniądze i honor Rodziny. Równie istotna okazała się zemsta, a ta, jak wiadomo, najlepiej smakuje na zimno. Dlatego nasi bohaterowie musieli uzbroić się w cierpliwość, spryt, przebiegłość i... bezwzględność. Nie brakuje w tej historii mężczyzn, o których podobnie jak o Rodzinie można by pisać dużą literą. Inaczej rzecz ma się z kobietami. Z jednej strony rozumiem, że był to świat testosteronu, i naprawdę ciężko byłoby wymagać od Puzo, żeby z dona zrobił donnę, ale nie trzeba być wojującą feministką, żeby skrzywić się na kreację kobiet w tym utworze. Głupiutkie, niekonsekwentne, zawistne, kierujące się chucią - ze świecą szukać wśród nich choćby części pozytywnych cech, którymi tak hojnie obdarzył autor męską część bohaterów.

Ojciec chrzestny jest centralną, jednak nie najważniejszą postacią tej opowieści. To Michael, zbuntowany syn, odegra w niej najciekawszą i jednocześnie najbardziej tragiczną rolę. Bohater wojenny, planujący jak najbardziej amerykańskie życie, wraca do Rodziny. Świat, z którym przyszło mu się zmierzyć, wybory, przed którymi staje, nie dały się pogodzić z dotychczas obraną przez niego ścieżką. Po zapoznaniu się z jego losami nie można nie zastanawiać się, czy rzeczywiście jest nam pisane jakieś przeznaczenie, którego nie sposób oszukać. Czy prawdziwa natura człowieka w sprzyjających okolicznościach może się nigdy nie objawić?  A może Michael po prostu miał do wyboru - dostosuj się albo zgiń? 

Nie znam się na mafii, jej strukturach czy kodeksie postępowania, więc nie wiem, na ile pokrywa się z prawdą wizja autora, ale zapewne nie tylko ja odniosłam wrażenie, że świat jest tu czarno-biały, a "nasz" mafioso to oczywiście ten dobry. Krew się co prawda leje, mamy świat, w którym zwrot oko za oko traktuje się wręcz dosłownie, ale przecież nie jest ważne, że mordują, szantażują, korumpują i przemocą dochodzą swoich racji - Corleone&spółka to solidna firma, przecież nie chcieli się wzbogacać na narkotykach, przyjmujemy więc dogmat o nieomylności dona i kibicujemy jego planom. Piękna, ale utopijna wizja - taka mafia i taki don mogą istnieć raczej tylko i wyłącznie na kartach powieści.

Może język Puzo nie należy do najbardziej wyszukanych, może kreacja kobiet przyprawia o ból serca, a świat mafii zanurzony został w wysokiej jakości wybielaczu, ale nijak się to ma do zalet tej książki, jak chociażby jej wielowątkowość, niepowtarzalny klimat lat 40-tych i 50-tych, wspaniale zaplanowana i zrealizowana historia Michaela, a także niepowtarzalna i kultowa postać don Vita. Nie bez przyczyny ludzie już od kilkudziesięciu lat zachwycają się tą sycylijską mafią. Dla mnie było to już drugie, a na pewno nie ostatnie spotkanie z Ojcem chrzestnym, do tej książki można wracać i wracać, i za każdym razem wsiąkać w ten świat tak samo. Potraktujcie tę lekturę jako propozycję nie do odrzucenia - jest to oferta jedyna w swoim rodzaju, drugiej takiej Rodziny jak Corleone po prostu nie ma.


Cytat strona 31.

Tłumaczenie:  Bronisław Zieliński.

Za przesłanie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu Albatros.


Komentarze

  1. Kultowa książka. Czytałam ją dawno temu. Jeśli znajdę czas to sobie ją odświeżę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja, też ją sobie odświeżałam ;)

      Usuń
  2. Właśnie wczoraj otrzymałam swój egzemplarz i nie mogę się doczekać lektury :) Nie oglądałam ani nie czytałam "Ojca Chrzestnego", więc w końcu mam okazję nadrobić zaległość :D
    Pozdrawiam! Dolina Książek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to oby Ci się podobała;) Wiesz, próbowałam obejrzeć ekranizację, ale szczerze - była strasznie nudna :p

      Usuń
  3. Jak zwykle świetna recenzja, Dorotko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. "Ojciec chrzestny" to już taki klasyk, który jest moim wyrzutem sumienia, bo jeszcze nie czytałam tej książki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś nadrobisz tę pozycję:)

      Usuń
  5. Co prawda nie wiem, kiedy to nastąpi, ale kiedyś i ja wezmę się za "Ojca chrzestnego". Chciałabym znać tę książkę. Cieszę się, że przedtem przeczytałam Twoją recenzję, bo wiem dzięki temu, czego mniej więcej się spodziewać — ewentualne rozczarowanie będzie mniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nie będziesz rozczarowana - to naprawdę niesamowita książka:)

      Usuń
  6. Mąż mnie usilnie namawia do przeczytania i obejrzenia filmu :) a ja coś nie mogę się przełamać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie film potwornie znudził, nie obejrzałam całego, ale książkę polecam ;)

      Usuń
  7. Taka popularna książka, a wciąż przede mną. Film widziałam, że powinnam sięgnąć także, a może na pierwszym miejscu, po literaturę.
    Ależ u Ciebie teraz ładnie :) Chyba coś się zmieniło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie książka dużo lepsza od filmu, także polecam ;)
      A dziękuję, dziękuję:) nowy rok, nowy blog xd

      Usuń
  8. Od dawna mam w planach tą książkę :) Mam nadzieję, że w końcu w tym roku uda mi się ją przeczytać. Twoja recenzja tylko mnie bardziej przekonuje by było to prędzej niż później...

    Ps. Przeniosłam bloga na platformę Wordpress.com, więc teraz można mnie znaleźć pod nowym adresem ��

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto prędzej niż później;)
      Widziałam zmiany u Ciebie :) Piękny szablon, ale jakoś mi nie po drodze z Wordpressem. Oby Tobie na nowym adresie dobrze się blogowało;)

      Usuń
  9. Ja jestem tego samego zdania, jeśli chodzi o kobiety w książkach Puzo. Przdstawia nas jak idiotki, no ale cała reszta jest dobra. Ojciec Chrzestny mnie wciągnął na dobre, może to dobrze, że może istnieć tylko na kartkach papieru? Bezpieczniej dla nas XD.
    Swietny cytat! Najbardziej lubię go w przekładzie angielskim.
    But you don't ask with respect. You don't offer friendship. You don't even think to call me „Godfather.”
    pozdrawiam
    polecam-goodbook.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Corleone pewnie tylko na papierze, ale innych donów pewnie w rzeczywistości nie brakuje:)
      Co do cytatu po angielsku, kiedyś planuję przeczytać tę książkę w oryginale:)

      Usuń
  10. Nie czytałam jeszcze, ale kiedyś na pewno to zrobię :d

    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie czytałam, ale muszę nadrobić, bo wiadomo - mimo wad to jednak klasyka, którą warto poznać! :D
    Tylko czy mnie ten obraz kobiet nie zdenerwuje? Czas pokaże. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdenerwuje na pewno, ale mimo wszystko warto przeczytać;)

      Usuń
  12. Dawno temu widziałam film, ale wiadomo, że książkę również warto poznać. Cieszę się, że powieść została wznowiona, na pewno się nią zainteresuję, chociaż już wiem, że będę zgrzytać zębami na postaci kobiece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto się tą książką zainteresować. Pewnie i Ciebie kobiety w tym utworze przyprawią o opadnięcie witek, ale cóż, trzeba to przyjąć ;p

      Usuń
    2. Postaram się wziąć to na klatę :P

      Usuń
  13. kurcze niby kultowa ale nie czytałam jeszcze;p

    OdpowiedzUsuń
  14. Oglądałam film. Kultowy zresztą. Książki nie czytałam, ale chętnie nadrobię tę zaległość :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam dawno temu i nawet mi się podobała :) Nie powaliła mnie jednak na kolana i po inne powieści Puzo już nie sięgnęłam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mam pewne wątpliwości czy ta książka mnie wciągnie, bo to zupełnie nie moja tematyka, a z drugiej strony jakoś mam ochotę spróbować czegoś nowego, z czym jeszcze nie miałam styczności, dać sobie szansę poczuć klimat jakiego jeszcze nie poznałam w książce,więc czemu by nie "Ojciec chrzestny"?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Przeczytałeś/aś posta? Wyraź swoje zdanie na jego temat w komentarzu, będzie mi bardzo miło:)

Usuwam spam oraz treści obraźliwe.

Obserwatorzy

Facebook

Popularne posty z tego bloga

7 błędów, które popełniłam w ciągu dwóch lat prowadzenia bloga książkowego

Jarosław Wilk - Pan Wilk tam i z powrotem [recenzja]

Nora Roberts - Przed zmierzchem [recenzja]