Karol Gmyrek - Wodnik


Kiedy  książkę do recenzji proponuje mi autor, przeważnie staram podpytać się o to, jak na mnie i mojego bloga trafił. Odpowiedzi są różne; jedne bardziej, drugie mniej zaskakujące, ale żadna nie była jak dotąd tak oryginalna jak ta, której udzielił mi pan Gmyrek. Autor Wodnika wybierał recenzentów według pewnego klucza - dana osoba miała mieć na czytelniczym koncie jedną z wybranych przez niego książek. U mnie był to Lesio, co ciekawe recenzowany w pierwszych miesiącach blogowej działalności (i jak tak teraz o tym myślę to słowo recenzja w odniesieniu do tego tekstu to pewnie spore nadużycie). W każdym razie zdecydowałam się na zapoznanie z tym tekstem dla dzieci i w ten sposób Wodnik znalazł się w moich rękach.

Zacznijmy od najważniejszego, czyli od samej treści. Tytułowy wodnik to stworzonko wyglądające jak chłopiec i zamieszkujące samotnie wody otaczające słowiańską osadę. Pewnego dnia został przygarnięty przez jedną z rodzin i zaczyna życie u ich boku, głównie opiekując się synem gospodarzy Kaziem i zadając się z gadającym psem Szczerbatkiem. Bohaterowie żyją sobie spokojnie przeżywając mniej lub bardziej ekscytujące przygody do czasu, gdy nad osadą zawisły czarne chmury. Spokój zastąpiła wtedy niepewność i troska.

Historia przesiąknięta jest klimatem jak z baśni - są popiołki, gadające licha, rusałki - krótko mówiąc, jest to osada raczej z czasów pogańskich. Nie tylko z powodu postaci czytając można poczuć tę specyficzną, baśniową atmosferę; duży wpływ ma na to również specyficzna, rzekłabym powolna narracja, taka w sam raz do czytania przed snem. Nie zalecam jednak takiej opowiastki do poduszki bardzo małym dzieciom z dwóch powodów - raz, że pojawiają się w niej archaizmy, a dwa, momentami klimatem zahacza o atmosferę z twórczości braci Grimm. Nie ma w tym niczego złego pod warunkiem, że odbiorca nie chodzi jeszcze do przedszkola. Autor uznał swoją książkę za odpowiednią dla dzieci w wieku 7-12 lat, ja podniosłabym dolną granicę do dziewiątki. 

Wychodząc już poza treść należy również zwrócić uwagę na przesłanie i wartości, jakie taka skierowana do dzieci bajka powinna przecież zawierać. Od tej strony Wodnik zrobił na mnie jako na rodzicu bardzo dobre wrażenie. Poznając losy bohaterów dziecko dowie się co to empatia, przywiązanie, przyjaźń, odwaga, ale i przeczyta o tym, że płacz czasami pomaga (koniec z "chłopaki nie płaczą"!). Autor zakończył książkę w dość dramatycznym momencie więc przy okazji dzieciaki mogą poćwiczyć swoją cierpliwość oczekując kolejnej części przygód bohaterów.

Skoro była mowa o ćwiczeniach to powiedzmy i o podręczniku, a konkretnie o podręcznikowym przykładzie nie oceniania książki po okładce, bo właśnie takim jest Wodnik. Kompletnie niepasująca do treści, a przy tym sama w sobie niczym nie przyciągająca wzroku oprawa robi tej pozycji dużą krzywdę, podobnie jak brak choćby króciutkiego blurbu. Większy format i brak kolorowych ilustracji w mojej ocenie nie jest problemem, ale żeby do tej książki zajrzeć, trzeba ją najpierw wziąć do ręki i do tego potrzebna jest zachęta, której w przypadku tej pozycji niestety zabrakło.

Podsumowując, Wodnik to książka interesująca przede wszystkim ze względu na przedstawioną w niej słowiańskość, która dla naszych dzieci z pewnością będzie czymś odmiennym i oryginalnym. Mówiąc szczerze ode mnie dostałaby opinię tylko lub aż dobrej, ale w tym przypadku to nie moja ocena się liczy - córkę dosłownie wciągnęła i bardzo jej się podobała, a to opinia dziecka jest tu przecież najważniejsza:)

Egzemplarz recenzyjny od autora.

Komentarze

  1. Ja już nie mogę się doczekać kontynuacji losów Wodnika. Świetna propozycja czytelnicza dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się ta książka podobała! Uwielbiam klimaty Słowian i ich obyczaje. Moja córka spotkała się z naszą mitologią po raz pierwszy i była nią po prostu zachwycona.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zadowolenie dziecka z lektury książki jest dla niej najlepszą rekomendacją. 😊

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarz, który w żadnym stopniu nie nawiązuje do treści posta, nie przechodzi przez moderację. Zero tolerancji dla spamu.

Komentarze na temat są bardzo mile widziane. Konstruktywna krytyka również :)

Popularne posty z tego bloga

Marta Kieniuk-Mędrala - Rozmiar szczęścia nie daje. O zaburzeniach odżywiania i nie tylko

Jessie Burton - Marzycielki

Ich języki splatały się niczym wodorosty, czyli co ja przeczytalam.

Obserwatorzy

Jestem na Instagramie