Przejdź do głównej zawartości

Krystian Warzocha - Kobieta o imieniu Liz

Kiedyś zaczytywałam się namiętnie we wszelkiego rodzaju romansach. Lektura łatwa, przystępna, z zawsze szczęśliwym zakończeniem, czyli idealna rozrywka. Z czasem oczywiście po prostu mi się znudziło, jednak wciąż zdarza mi się sięgać po takie historie. Najbardziej lubiłam i nadal lubię te romanse, w których wszystko jest na bogato. 

Liz i Alex spotykają się przypadkiem, kiedy ona potrzebuje pomocy. Wydawałoby się, że nie mają szans poznać się bliżej jednak ich drogi krzyżują się raz jeszcze. Wykorzystują tę okazję i z czasem ich relacja przekształca się w prawdziwy związek. Piękna tłumaczka i dzielny mężczyzna mają zamiar stworzyć dom skrzywdzonemu przez los dziecku.  Wszystko byłoby idealnie ale wtedy na scenę wkracza ona. MAMUSIA. Czy uda jej się skutecznie zniszczyć plany tych dwojga? Na pewno będzie się starać. 


Napisy na pięknej okładce oraz zagraniczne imiona sugerują nam, że akcja książki toczy się gdzieś w anglojęzycznym świecie. Bohaterowie są piękni, zauroczeni  sobą od pierwszego wejrzenia i gotowi na związek. Do pewnego momentu układa im się fantastycznie i nawet pokonują pierwsze pojawiające się niezależnie od nikogo trudności. W momencie gdy mogłoby już iść z górki do małego raju zagląda im ich przeszłość, która jak to często w życiu bywa nie lubi, jak się ludzie cieszą. 

Jest to taki typ książki w którym nie ma się problemu z tym, komu kibicować. Główni bohaterowie są wspaniali, prawie że bez wad, ci źli są tak źli że masz ochotę rozłożyć im parasol w pewnej części ciała. 
Autor wykreował również bardzo sympatyczne i zabawne postacie drugoplanowe, dzięki którym przy lekturze można się sporo pośmiać. Bardzo lubię kiedy gdzieś co chwilę pojawia się zwariowana przyjaciółka, a zwariowany ojciec na dokładkę zapewnia jeszcze większą zabawę. 

Sam styl pisania autora określiłabym jako przyjemny w odbiorze. Akcja dotyczy głównie relacji między Alexem a Liz, niewiele przeczytamy na przykład o ich pracy. Pojawiają się za to momentami wewnętrzne monologi bohaterki które były według mnie zbędne.  Dość sporo jest tu opisów scen erotycznych, jeśli lubicie rozbudowane pod tym względem romanse to ten jest z pewnością dla Was. Zabawne dialogi trzymają poziom i rzeczywiście śmieszą.

Dlaczego tę pozycję uznaję za napisaną "na bogato"? Nie ma tu miejsca na półśrodki - miłość i namiętność jest wielka, a dramaty ogromne. Przeciwności losu odpowiednio sprzysięgły się przeciwko tej dwójce, jednak oddani i wierni przyjaciele zawsze czuwają, by im pomóc. Nie zabraknie zwrotów akcji, wrednych intryg i niesamowitych splotów wydarzeń. Finał tej książki doskonale to potwierdza.

Debiut Krystiana Warzochy uważam za udany. Jeśli podobnie jak ja lubicie czasem poczytać o miłości prosto z bajki, to śmiało sięgajcie po tę książkę. Nie jest to historia której nie zapomnicie, za to odpowiednia do rozerwania się między cięższymi pozycjami. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu 

Tytuł: Kobieta o imieniu Liz
Autor: Krystian Warzocha
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 325

Komentarze

  1. Po romanse sięgam rzadko, ale od czasu do czasu się zdarza:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam czytać debiuty, szczególnie jeśli są udane i jeśli to debiuty polskich autorów :) Z przyjemnością zatem przeczytałabym tę książkę :) Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy tak samo;) lubię czytać polskich autorów;)

      Usuń
  3. Zaintrygowała mnie ta książka i chętnie się na nią skuszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem prawie pewna że Ci się spodoba;)

      Usuń
  4. Jaka świetna okładka. Zauroczyła mnie totalnie i chętnie zobaczyłabym ja u siebie na półce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładka jest naprawdę śliczna, z resztą całe wydanie jest niczego sobie, takie idealne na prezent ;)

      Usuń
  5. miłość jak z bajki, mogłoby mi się spodobać:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miłość jak z bajki?! No sama nie wiem. Nie lubię książek od polskich autorów, więc nie obiecuję, że przeczytam. Xd
    Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To całkiem odwrotnie niż ja, preferuje właśnie książki polskich autorów;)

      Usuń
  7. Ah, miłość jak z bajki... szkoda, że w życiu nie zawsze tak jest, chociaż... nie mam na co narzekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz? ;)
      Może zostaniesz bohaterka następnej powieści?;D "dziewczyna w niebieskiej sukience w kwiaty" ;D

      Usuń
  8. Opisy scen erotycznych mi nie przeszkadzają, może kiedyś się skuszę :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś sprawdzisz, czy Ci się spodoba;)

      Usuń
  9. Bohaterowie - zupełnie bez wad? Erotyka w książkach mi absolutnie nie przeszkadza i nie płosze się jak sarenka w lesie, kiedy czytam owe erotyczne akty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrazilam sobie taką sarenke w lesie sploszona miłosnym uniesieniem gdzieś w krzakach ;pp

      Usuń
  10. BĘDĘ MUSIAŁA PRZECZYTAĆ

    OdpowiedzUsuń
  11. Często daję szansę debiutom. A skoro ten wypadł całkiem korzystnie, czemu nie. Skoro jest i dobry styl i zabawne dialogi - chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam, że debiuty powinny dostać swoją szansę;)

      Usuń
  12. No no, okładka taka, że naprawdę zachęca do przeczytania:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja, jako kobieta bez serca (;D) nie przepadam za takiego rodzaju książkami, więc sama podziękuję, ale wiem komu debiut Krystiana Warzochy przypadłby do gustu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ah Ty, gdzie zgubilas pikawke w takim razie?;)

      Usuń
  14. że masz ochotę rozłożyć im parasol w pewnej części ciała. - hahahaha, p takiej praktyce jeszcze nie słyszałam :D
    co do romansu - no wiesz, nie mój gatunek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, czytaj romanse to nie takie praktyki poznasz!;p

      Usuń
  15. zachecajaco :D dlatego bym sobie poczytala ^^

    OdpowiedzUsuń
  16. Znowu mocno erotyczna, ale mi to nie przeszkadza :)

    OdpowiedzUsuń
  17. widać, że Twój blog jest Twoją pasją :)
    super wpis! <3

    http://kaarollkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Miłość prosto z bajki? Brzmi jak z Disneya, kto wie, kto wie :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Niestety raczej nie dla mnie - romanse ciężko mi się trawią ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo mi miło czytając Twoją recenzję. Cieszę się, że moja książka trafiła właśnie do Ciebie i mogłem poznać Twoją opinię. Pozdrawiam wszystkich czytelników bloga!

    Krystian Warzocha

    Zapraszam na moją stronę:
    https://m.facebook.com/Krystian-Warzocha-my%C5%9Bli-NIE-realne-1687463914858788/

    Do poczytania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać Twoją książkę;) Gratuluję udanego debiutu;)

      Usuń
  21. Jak tylko wpadnie w moje łapki, z pewnością ją przeczytam, wydaje się być interesująca. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Cieszy mnie, że dzielisz się w komentarzu wrażeniami na temat posta;)

Spam jest usuwany, komentarze poniżej pewnego poziomu również.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Kurs Olive Green - nauka języka angielskiego

Mam za sobą różnorodne sposoby nauki języka angielskiego, począwszy od tych szkolnych, gdzie zapisywałam sobie z tyłu zeszytu nowe słówka z lekcji, przez roczny kurs w szkole językowej, po samodzielną naukę z podręcznikami, książkami czytanymi w oryginale czy oglądaniem filmików na YouTube. Kiedy więc otrzymałam propozycję przetestowania kursu Olive Green, nie mogłam sobie odmówić spróbowania czegoś nowego. Byłam bardzo ciekawa jak wygląda kurs, w którym nauka oparta jest na oglądaniu filmu sensacyjnego. 
Przy samodzielnej nauce języka jedną z najważniejszych rzeczy jest właśnie atrakcyjność jej formy. Kiedy nauka wciąga i sprawia przyjemność, jest po prostu efektywniejsza. Motywacja i systematyczność odgrywają nie mniejszą rolę, ale wszyscy wiemy, że łatwiej o nie wtedy, gdy po prostu chcę się wrócić do wykonywania ćwiczeń. Pod tym względem kurs Olive Green sprawdził się u mnie bardzo dobrze. Zacznę od tego, że film w niczym nie przypomina typowych scenek pt. "Przedstaw się&quo…

Alex Marwood - Najmroczniejszy sekret [recenzja przedpremierowa]

W 2004 roku podczas imprezy urodzinowej zamożnego Seana Jacksona ginie jego trzyletnia córka Coco - nikt nie wie jak to możliwe, że dziecko zaginęło w nocy mimo tego, że dom był pełen ludzi. Ciężko wyjaśnić, dlaczego jej siostra bliźniaczka czy też inne dzieci tam będące spały spokojnym snem, podczas gdy malutka dziewczynka po prostu zniknęła. Mimo zakrojonych na wielką skalę poszukiwań nie udaje się odnaleźć śladu zaginionej. Kilkanaście lat po tragedii uczestnicy feralnych urodzin spotykają się ponownie z powodu śmierci ojca zaginionej Coco. Na jaw wyjdzie wiele skrywanych w tej rodzinie sekretów, a każdy kolejny będzie gorszy od poprzedniego. Czy również ten dotyczący wydarzeń sprzed lat?
Powiedzieli, że Coco zaginęła w nocy. Kłamali. Co tak naprawdę stało się z Coco? Już na okładce możemy przeczytać, że bohaterowie nie będą z nami szczerzy na temat jej losów. Dlatego rozpoczynające książkę notatki z ich przesłuchań na policji możemy potraktować jako zasłonę dymną i przypuszczać…

Bloglovin

Follow