Przejdź do głównej zawartości

Jarosław Prusiński - Zapomniani Bogowie. Słowiańska opowieść [recenzja]

Początek X wieku. Do nadnarwiańskiego grodu zostaje przyniesiony ciężko ranny mężczyzna. Nie wiadomo kim jest, co robił w pobliskim lesie ani kto chciał go zabić. Pomocy udziela mu pewna wdowa, matka dwóch córek na wydaniu. Obecność "Obcego" w jej domu nie wszystkim będzie na rękę, i to z różnych powodów. Kim jest Obcy? Czy jego obecność w grodzie nie ściągnie na pomagających mu niebezpieczeństwa? Jaką tajemnicę skrywa starsza z córek gospodyni? I przede wszystkim - jak według autora wyglądało życie Słowian w tamtym okresie?

Nie wiem jak Wy, ale ja ucząc się o powstaniu naszego państwa, odczuwałam pewien kompleks niższości względem tych wszystkich wspaniałych państw i cywilizacji, o których wspaniałości uczyliśmy się w niemal każdej klasie. Nie mówię już nawet o Rzymie ale chociażby o cesarstwie niemieckim, które obok naszych dzikich plemion pogańskich prezentowało się jak wyższa forma życia dla mojego małego, nierozumiejącego świata rozumku. Nie rozumiem świata w dalszym ciągu, ale będąc dorosłą już wiem, że nie zawsze wszystko trzeba brać za pewnik. Tak też jest w przypadku książki Jarosława Prusińskiego, ale szczerze mówiąc, wersja przez niego przedstawiona bardzo przypadła mi do gustu. Autor po analizie materiałów źródłowych doszedł do wniosku, że Polska (Lechia) musiała w przeszłości być państwem z królem, wojami i systemem obronnym, ponieważ w innym przypadku zostałaby po prostu podbita. Rola Mieszka I zostaje przedstawiona w nieco innym niż na lekcji historii świetle, ale o tym przeczytacie w sięgając po lekturę. Przejdźmy do fabuły.

Książka w głównej mierze skupia się na Obcym, który trafił do osady, i jego relacjach z kobietami udzielającymi mu pomocy oraz innymi mieszkańcami. Przy okazji dostajemy bogaty opis zwyczajów panujących wśród Słowian, możemy przekonać się, jak wiele pogańskich wierzeń zostało przejętych przez chrześcijan (kto nie topił Marzanny na wiosnę, nie świecił gromnicy w czasie burzy?). Kilka razy zostałam mocno zaskoczona i wypisałam sobie na karteczce do sprawdzenia niektóre podane przez autora wierzenia z X wieku, które kultywowane są po dziś dzień. Codzienność Słowian stanowi barwne, ale mimo wszystko tło dla uczucia rodzącego się na kartach tej historii. Nie jestem wielką romantyczką, ale w tym przypadku dobrze się bawiłam czytając historię miłosną bohaterów. Duża w tym zasługa lekkiego pióra autora, sporej dawki humoru i nienachalności rodzącego się uczucia. Takie romanse mogę czytać.

Bohaterowie zostali nakreśleni dość nieskomplikowanie, zły charakter jest zły, a dobry człowiek zachowuje się tak, jak na dobrego człowieka przystało. Mogłoby to być wadą gdyby nie to, że w moim odczuciu zamysłem autora było przede wszystkim ukazanie czytelnikowi możliwości innego spojrzenia na naszą przeszłość, a nie tworzenie wybitnie złożonych psychologicznie postaci. Grunt, że każdy bohater ma swoje charakterystyczne cechy, więc nie zlewają się czytelnikowi w jedno, co biorąc pod uwagę ich imiona i tak byłoby trudne - Mściwoj, Rzepicha, Dobrawa... Akcja toczy się żwawo, dialogi nieraz doprowadziły mnie do śmiechu, a końcówka, choć przewidywalna, zostawiła mnie z uśmiechem na twarzy. Jest jeszcze jedna rzecz, na którą chciałabym zwrócić uwagę. Obcy został przyniesiony do domu wdowy z mocno rozłupaną głową. Jak myślicie, jak szybko wstał z posłania w pełni sprawny? W trakcie czytania byłam bardzo zadowolona, że autor przekonująco przedstawił proces zdrowienia bohatera. Zbyt często czytam o ludziach-nie-do-zajeżdżenia, by nie docenić faktu, że ktoś dał czas swojej postaci na dojście do siebie. 

Podsumowując, historia przedstawiona na kartach powieści daje pole do popisu dla wyobraźni. Czy faktycznie my Słowianie byliśmy przed przyjęciem chrześcijaństwa tak niezorganizowani, jak to mówi obecnie historia? A może to autora przy pisaniu książki trochę "poniosło"? Oceńcie sami. Przy okazji będziecie się świetnie bawić.

Za możliwość przeczytania historii Obcego dziękuję autorowi.

Komentarze

  1. Myślę, że będę chciała przeczytać tę książki, bo naprawdę bardzo lubię tematykę początków cywilizacji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już tyle razy w trakcie zajęć na studiach dowiedziałam się, ile kitu wciska się dzieciom w szkole na temat wczesnej historii naszego kraju, że z wielką chęcią sięgnę po tą pozycję. Wydaje mi się, że słabo się nas edukuje w tym zakresie, co jest dla mnie bardzo dziwne. Podzielam Twój kompleks niższości — też zawsze miałam wrażenie, że nasze słowiańskie plemiona w porównaniu z resztą ówczesnej Europy to ciemnogród, a przynajmniej tak wygląda przyjęta przez ministerstwo narracja. Dlatego jestem bardzo ciekawa tej pozycji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że książka Cię wciągnęła. Ważne także, że zmusza do chwilowej refleksji historycznej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ogromną chęć na tę książkę. Nie spodziewałam się, że zapalenie gromnic podczas burzy to tradycja pogańska :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem w trakcie lektury. Podoba mi się bardzo, autor ma dar snucia opowieści:) Uśmiałam się, gdy Obcy zastanawiał się nad istnieniem stworów. Strzygę przyjął bez problemu, natomiast bóbr nie miał prawa istnieć:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyznam, że taki Obcy w nowym miejscu to ciekawy wątek. Będę miała na uwadze te książkę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Przyznam szczerze pierwszy raz widzę tą książkę na oczy, ale już wiem że po tej recenzji kiedyś uda mi się sięgnąć po nią. Bardzo mnie zaciekawiła.
    Zapraszam do siebie :)
    http://bibliotekatajemnic.blogspot.in

    OdpowiedzUsuń
  8. Od czasu do czasu lubię sięgnąć i po takie pozycje, więc będę miała na uwadze ten tytuł :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Refleksyjna, wpływająca na wyobraźnię, oryginalna... Ty już wiesz, że chętnie sięgnę po tę powiastkę w wolnym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Powinno mi się spodobać, ciekawy pomysł i to spojrzenie z nieco innej strony na naszą historię, w wolnej chwili chętnie sięgnę po tę przygodę czytelniczą. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeszcze nie miałam okazji przeczytać powieści o takiej tematyce, więc czas to zmienić :)
    Pozdrawiam i dziękuję za możliwość poznania tej książki!

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię od czasu do czasu coś takiego przeczytać :) a ta pozycja mnie szczególnie zaciekawiła więc z pewnością po nią sięgnę.

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie jestem pewna czy to książka dla mnie, ale może kiedyś się skuszę. :-) Przy okazji zapraszam Cię do udziału w konkursie - dzisiaj ostatni dzień przyjmowania zgłoszeń! :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę się, że tyle osób chce przeczytać. Czytając takie wpisy ma się poczucie, że te prawie dwa lata grzebania w zakurzonych kronikach nie były zmarnowane :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie do końca moje klimaty ale może kiedyś się skuszę!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Przeczytałeś/aś posta? Wyraź swoje zdanie na jego temat w komentarzu, będzie mi bardzo miło:)

Usuwam spam oraz treści obraźliwe.

Obserwatorzy

Może Cię zainteresować również

Helena Waszniewska - Udomowiona. Nigdy nie poddam się [recenzja przedpremierowa]

Alicja marzyła o tym samym, co spora część kobiet - chciała stworzyć dom pełen miłości dla siebie i swojego synka. Mieć rodzinę, w której nie będzie zawadzać, gdzie będzie mogła być matką, żoną i po prostu sobą. Być może dlatego tak szybko zdecydowała się na małżeństwo bądź co bądź z rozsądku. Co prawda Łukasz był sympatyczny i wyraźnie w nią wpatrzony, jednak ich znajomość była  głównie korespondencyjna, w czasach sprzed internetu i telefonów komórkowych. Alicja mimo wszystko zdecydowała się na ten krok, z którym łączyła się wyprowadzka do innego miasta. Chciała mieć rodzinę i zamierzała dać z siebie wszystko, by ją stworzyć. Łukasz też chciał, by im się udało. W takim razie dlaczego kobieta tyle razy musiała powtarzać sobie "Nigdy się nie poddam"? Czy nawet najszczersze chęci nie są wstanie pokonać prozy życia? W którym momencie można było powiedzieć "pas"? I czy winą powinno się obarczać tylko jedną stronę?
Książka licząca ponad pięćset stron, będąca pierwszym …

Laura Adori - Przebudzenie Lukrecji [recenzja]

Lukrecja mieszka i pracuje we Włoszech. Zbliżająca się do czterdziestki kobieta postanawia całkowicie odmienić swoje życie - rzuca pracę i po wieloletniej nieobecności wraca do Warszawy. Zatrzymuje się tymczasowo u swojej przyjaciółki. Nie ma planu, no, może poza takim, że chciałaby wreszcie znaleźć blondynowatego mężczyznę, którego przepowiedziała jej włoska tarocistka. Nawet trafia się jeden kandydat, nic to, że włosy się nie zgadzają, ważne są chęci! Poza zaplanowanym romansem pojawia się też nieplanowany pomysł na apetyczny biznes. Co z tego wyniknie?
- My nigdy nie jesteśmy zanurzone na maksa w jednej chwili, w jednej rzeczy. Ciągle coś przewidujemy, przypuszczamy. To kobiece przekleństwo. Wiem. Wiem, że część z Was po przeczytaniu opisu stwierdziła "ale to już było". No bo czy nie czytałyście już masy książek o "zmianie życia, rzuceniu pracy i nowym związku"? Uwierzcie mi, że Lukrecja, a raczej Laura Adori ma dla Was coś więcej niż schematyczną historyjkę o s…

Bloglovin

Follow